czwartek, 28 czerwca 2018

"Wiek cudów" Karen Thompson Walker


Wiek cudów | Karen Thompson Walker | Wydawnictwo Między Słowami | 304 strony

Pewnego normalnego dnia na ludzi spada przedziwna informacja. Ziemia spowalnia swój bieg, nie wiadomo jak to będzie dalej postępować, nie wiadomo z jakimi konsekwencjami dla życie na Ziemi będzie się to wiązało. Na razie dzień się wydłuża. Doba nie trwa już dwadzieścia cztery godziny, ale to tylko jedna z widocznych zmian na kuli ziemskiej.
Ludzie reagują różnie. Jedni wpadają w panikę, opuszczają miasta i wyjeżdżają na pustynię, jakby taka ucieczka mogła ich przed czymś uchronić. Inni pozostają w swoich domach i próbują prowadzić normalne życie. Wszystko to jest jednak tylko pozorne.
Jak można wieść normalne życie, kiedy w mieście jest coraz mniej ludzi, każdy dzień jest jedną wielką niewiadomą i tak naprawdę nikt nie wie, do czego to zmierza i czy kiedykolwiek się skończy.
Zaczynają rodzić się ugrupowania ludzi, którzy żyją w zgodzie z czasem ziemskim oraz tych, którzy wciąż podporządkowują się dwudziestoczterogodzinnej dobie.
Czy życie według dawnego porządku ma w ogóle jakiś sens?
Czy jest jakaś przyszłość?
Czy może to początek końca życia na Ziemi?

Opowieść jest przedstawiona z perspektywy Julii. Dziewczynka jest nastolatką i to wszystko jest dla niej jakąś abstrakcją. Zdaje sobie sprawę, że na świecie dzieje się coś niezwykłego, ponieważ jej najlepsza jak dotąd przyjaciółka wyjechała z rodziną na pustynię, musi oglądać wiadomości, żeby wiedzieć o jakim czasie jutro rozpocznie się szkoła, a także w jej domu atmosfera jest coraz bardziej nerwowa. To wszystko jednak nie przysłania normalnego nastoletniego życia. Julia wciąż jest skrycie zakochana w pewnym chłopcu i marzy o tym, by się do niego zbliżyć. Nadal ważne są dla niej kontakty z koleżankami, których nagle ubywa, jakby spowolnienie wpłynęło także na kontakty międzyludzkie.

Jak my zachowalibyśmy się w obliczu takich zmian? Czy tak wyglądałby koniec świata?
Karen Thompson Walker przedstawiła interesującą i wciągającą wizję swego rodzaju katastrofy na Ziemi. Wiadome jest, że gdyby nasz planeta przestała krążyć wokół własnej osi, a także wokół Słońca, uległaby zniszczeniu. Rozpadłaby się na niewyobrażalną liczbę kawałków, które rozpłynęłyby się w kosmosie. W książce tej, ludzi stają właśnie przed taką wizją. Nie wiadomo tylko, jak długo Ziemia jeszcze będzie istnieć. Czy we Wszechświecie jest jakiś azyl dla ludzi?
Myślę, że autorka bardzo trafnie opisuje zmiany, jakie zachodziłyby w kontaktach międzyludzkich. Ludzie zaczęliby postępować mniej racjonalnie, bardziej impulsywnie. Niektórzy na siłę chcieliby udawać, że nic się nie dzieje, a życie jest wciąż takie samo.
Tylko czy jest sens w udawaniu i oszukiwaniu samego siebie?

Ta opowieść skłoniła mnie do refleksji nad sensem kształtu obecnego życia w obliczu nieuniknionej katastrofy. Każdy z nas musiałby zrobić rachunek sumienia i zdecydować, co dalej robi z sobą, swoim życiem i tym wszystkim, co miał jeszcze zaplanowane. W końcu, nie oszukujmy się, każdy ma jakieś plany i marzenia, których spełnienie jest umiejscowione w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Julia przedstawia nam opowieść ze swojej dziecięcej perspektywy, co daje efekt szczerości i prostoty. Mimo spowolnienia dziewczynka przeżywa zauroczenie pewnym chłopcem, czuje rozczarowanie postawą swojej najlepszej koleżanki, rozpoczyna nowe, mało trwałe znajomości, a także przekonuje się, jak szybko i nagle może rozpaść się jej rodzina. W całej tej sytuacji czuje się też samotna i dosyć zagubiona. Nie wie czy jej życie zakończy się nagle, czy też zdąży się w tej nowej i dziwnej rzeczywistości zestarzeć.

Myślę, że to książka, którą chętnie przeczyta każdy. Pod pozornie płytką historią można doszukać się drugiego dna. Polecam serdecznie, ponieważ bardzo przyjemnie się czyta, a opowieść intryguje właściwie od pierwszego zdania.


8/10