wtorek, 4 lipca 2017

13 powodów...[książka/film]

                                     

                        Jay Asher | 13 powodów | Wydawnictwo Rebis | 272 strony

Czy czułeś kiedyś, że mógłbyś zapobiec jakiejś tragedii, gdybyś tylko nie stchórzył w odpowiednim momencie? Z jednej strony to strasznie egocentryczne, bo przecież w większości nasze postępowanie niewiele zmienia w świecie, ale jeśli połączymy wszystkie te "małe decyzje", tworzy się już coś konkretnego.
Clay znał Hannę Baker od początku liceum. Choć w zasadzie nie znał jej w ogóle. Czuł, że jest bratnią duszą, podobała mu się, ale był też tchórzem i może to przeważyło szalę...
Całym liceum wstrząsa wiadomość o samobójczej śmierci Hanny, ale jak z każdą tragedią bywa, wszyscy powoli się z tym oswajają. Prawie wszyscy.
W ręce Claya trafia pudełko niewiadomego pochodzenia, a w nim siedem kaset. Kiedy zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co na nich jest, czuje jednocześnie strach, żal, złość i bezradność.
Hanna Baker przed zakończeniem swojego życia postanowiła zdać relację z wszystkiego, co doprowadziło ją do tak tragicznego rozwiązania. Każda strona kasety jest poświęcona innej osobie. Wszystkie te historie są ze sobą połączone...są powodem jej śmierci.

Kiedy ma się kilkanaście lat, nie zastanawia wiele rzeczy. Nie zastanawiają słowa, które wypowiadamy, często z zamiarem zaimponowania komuś. Człowiek jest wrażliwy na opinię rówieśników i chce być akceptowany. Często jednak jedno wydarzenie może rzucić cień na postrzeganie naszej osoby. Hanna doświadczyła tego, czego codziennie doświadcza wielu nastolatków. Szczególnie w dzisiejszym świecie. Przeprowadziła się do nowego miejsca, co oznaczało czystą kartę. Dziewczyna chciała wypaść dobrze, właśnie miała okazję stać się w 100% akceptowana i lubiana. Nie mogła tego zmarnować. Nastolatkowie jednak bywają okrutni. Tego okrucieństwa wielokrotnie doświadczyła Hanna. Niestety doprowadziło ją to do ostateczności.

Ile razy przekazywaliśmy jakąś plotkę o drugiej osobie, nie mając pewności czy jest prawdziwa? Ile razy patrzyliśmy na drugą osobę przez pryzmat tego, co o niej usłyszeliśmy, a nie realnej znajomości? I w końcu ile razy sami doświadczyliśmy uczucia żalu z powodu usłyszanych na swój temat plotek. 
Słowa potrafią ranić głębiej niż czyny. Złe rzeczy, które kiedyś usłyszeliśmy na swój temat często wracają do nas w chwili słabości, by pogrążyć nas w jeszcze większym załamaniu. W końcu w takich chwilach spada na nas cała lawina złych słów i sytuacji, co powoduje, że budujemy sobie obraz beznadziejnego siebie, dla którego nie ma już nadziei. Czasem w takich chwilach wystarczy tylko jedna osoba. Ktoś, kto wyciągnie do nas dłoń, udowodni nam, że nie jesteśmy tak beznadziejni jak nam się wydaje, tylko nie chcemy dostrzec tego, co dobre. Gorzej jeśli nie ma kogoś, kto nam pomoże.
Wielu ludzi decyduje się na samobójstwo z tylko sobie znanych powodów. Niektórzy zostawiają listy pożegnalne, w których wszystko wyjaśniają, ale znaczna większość odchodzi bez pożegnania, na zawsze pozostawiając najbliższych bez odpowiedzi.
Jesteśmy tylko ludźmi, ale czasem nie jesteśmy w stanie dostrzec jednoznacznych sygnałów. Potem pozostaje jedynie żal i obwinianie się o brak spostrzegawczości lub odwagi.


Clay, z którego punktu widzenia poznajemy całą historię wie, że jego obecność w życiu Hanny nie była bez znaczenia. Ale w pełni zdał sobie z tego sprawę dopiero, kiedy jej życie się skończyło. Już na zawsze będzie miał świadomość tego, co się wydarzyło, a czemu można było zapobiec. Nigdy już nie spojrzy na niektóre osoby w ten sam sposób. Siedem kaset zmieniło jego spojrzenia na świat. Nastolatka, którą znał zmagała się z problemami, o których nikt nie miał pojęcia, co powoli wbijało gwóźdź do jej trumny.  Ci, którzy byli jednym z powodów jej samobójstwa, już zawsze będą o tym pamiętać. I być może nigdy sobie tego nie wybaczą...



Uważam, że 13 powodów to bardzo interesująca książka i powinna być lekturą dla współczesnej młodzieży. Może choć jakiś niewielki procent przykładałby większą uwagę do swojego zachowania wobec rówieśników, słów rzucanych niby w żartach. 
Clay - chłopak, który trafia na kasetę Hanny mógł zapobiec jej samobójstwu. W tamtych chwilach dziewczynie potrzeba było niewiele, aby zmienić decyzję. Dawała ludziom kilka szans. 
Choć cała opowieść i podejście do sprawy głównej bohaterki może się wydawać bardzo egoistyczne, chyba trzeba pamiętać, że tacy są właśnie nastolatkowie. Problemy błahe dla dorosłych, są nie do pokonania dla młodzieży. To, z czego później można żartować, w danym momencie jest koszmarem. Myślę, że każdy miał w życiu choć jedną taką sytuację, w której czuł się w jakiś sposób poniżony, ośmieszony, bądź odrzucony przez rówieśników.
Hanna czuła się tak co chwilę. Jej wyobrażenie o idealnym początku w nowym miejscu legło w gruzach szybciej niż zdążyła się na dobre zadomowić, a potem każda kolejna porażka wydawała jej się jeszcze gorsza. Tak nie powinno być... 

7/10

Co się zaś tyczy filmu, jest on dosyć brutalny. Mamy w nim sceny gwałtu i samobójstwa. Odkąd zaczęłam go oglądać, nienawidziłam w nim każdej postaci. Z główną bohaterką na czele. Podobnie jak w życiu, nic w tym serialu nie jest czarno białe. Nie ma winnych i niewinnych. Każdy ma coś na sumieniu, a finał jest po prostu tragiczny. 
Nie przepadam za postacią Claya, który w serialu został przedstawiony nieco inaczej niż w książkowym wydaniu. Tutaj ten chłopak jest dziwny. Wiecznie nieogarnięty, zdaje się mieć jakieś problemy z samym sobą, a przede wszystkim chce sprawiedliwości. W imię Hanny. To może nie jest minusem w tym przypadku, ale całe jego zachowanie z tym związane już można za minus uważać.
Hanna - śliczna dziewczyna, która czasem jest po prostu zbyt naiwna. Tłumaczyć ją może jedynie wiek i ciągły brak zainteresowania ze strony rodziców. Postać ta nie jest idealna ani pod względem wyglądu, ani charakteru. Uważam, że to plus tego serialu.
Alex - bardzo polubiłam tego chłopaka, szczególnie pod koniec historii. Choć jego przewinienie nie było najgorszym, zdawał się mieć świadomość konsekwencji zaistniałej sytuacji. Chciał by wiadomość o kasetach i "sprawcach" przestała być tajemnicą. Żałuję, że nie znamy jego dalszej historii.
Polecam obejrzeć serial i przyjrzeć się każdej postaci z osobna.

Produkcja zrobiła na mnie duże wrażenie. Choć nie brakuje słów krytyki wobec niej, uważam, że jest warta obejrzenia. Oby nikt nie potraktował tej historii jako gotowego scenariusza do teatralnego samobójstwa. Oby był raczej punktem zwrotnym w swoim zachowaniu. Dla rodziców może on być podpowiedzią, że nie zawsze wiedzą o swoich dzieciach, które mogą przeżywać osobiste tragedie.

8/10

wtorek, 16 maja 2017

Epidemia.


Alex Kava | Epidemia (Ryder Creed: tom 3) | Wydawnictwo HarperCollins Polska | 320 stron

Ryder Creed już nie raz współpracował z amerykańskimi agencjami rządowymi. Tym razem rozpoczyna od odnalezienia zaginionej dziewczyny. Niby nic nadzwyczajnego, ale nie podoba mu się to, co znajduje ani to, co następuje później. Jego psy są szkolone do różnych zadań. Odnajdują zwłoki, osoby zaginione, materiały wybuchowe, narkotyki, a od niedawna także są w stanie wyczuć choroby w ich wczesnym stadium. W związku z tym być może współpraca z władzami jeszcze się nie zakończy.
Tymczasem Maggie O'Dell od pół roku poszukuje kobiety zatrudnionej przed Rządowy Ośrodek Badawczy, której działania wymknęły się spod kontroli. Wykorzystując lawinę błotną w Karolinie Północnej, która niszczy tamtejszy ośrodek, szalona pani doktor ucieka i postanawia zrealizować tylko sobie znany plan. Maggie prosi więc znajomego tresera o pomoc w opanowaniu być może zbliżającej się epidemii. Nie ma jednak pewności, że nie jest to zagrożeniem dla tropiących zwierząt. Dla Creeda to będzie bardzo trudna decyzja. Musiałby zaryzykować życiem swoich ukochanych zwierząt, ale jednocześnie może to być jedyne rozwiązanie w danej sytuacji.

Co by się stało, gdyby zmutowany wirus ptasiej grypy rozprzestrzeniał się poprzez wcale nie tak bezpośredni kontakt z nosicielem? Gdyby wirus mógł przenosić się, jak zwykła grypa? Na świecie prawdopodobnie wybuchłaby epidemia, niemalże niemożliwa do opanowania.

Doktor Shaw - zaginiona, pracuje właśnie nad takim szczepem. Odnajduje byłych współpracujących z nią ochotników, na których przeprowadzała już rządowe eksperymenty i stara się wprowadzić plan w życie. Wywołać epidemię śmiertelnej dla ludzi i zwierząt ptasiej grypy.


Alex Kava jak zwykle przedstawia nam wciągającą historię, z którą muszą zmagać się główni bohaterowie jej serii. Zarówno psycholog policyjny - Maggie O'Dell, jak i treser psów - Ryder Creed są znani czytelnikom. Tym razem na warsztat idzie bardzo prawdopodobna historia. Rozprzestrzenienie się wśród ludzi niebezpiecznego wirusa już miało swoje miejsce w historii ludzkości. Około 70 lat temu wąglik był "testowany" pod kątem użycia go w konfliktach zbrojnych. Z tym wyjątkiem, że teraz zmutowany wirus ptasiej grypy mógłby zostać użyty jako masowa broń biologiczna o dużo większej skuteczności, a wtedy życie wielu obywateli na świecie byłoby zagrożone. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie podróżują bez problemów. Wirus dostałby się w każdy zakątek globu w błyskawicznym tempie. Zatrzymanie tego procesu byłoby nie lada wyzwaniem.
Przyznam szczerze, że książka trzyma w napięciu. Świetnie też autorka igra z czytelnikiem, nie zdradzając zbyt wielu informacji, dopóki nie dowie się ich jedna z bohaterek - agentka federalna. Daje nam to możliwość podjęcia próby rozwiązania sprawy. Informacje są dawkowane, by wreszcie zebrać je w spójną całość prowadzącą do być może zaskakujących wniosków. 
Głowni bohaterowie jak zwykle dają radę, z odrobiną dramatyzmu w historii.
Autorka już wedle pewnego schematu "rozkręca" historię. Początkowo pewne wątki wydają się ze sobą zupełnie niepowiązane. Czytelnik może czuć się nieco zdezorientowany, zwłaszcza jeśli poprzedni tom serii czytał już dawno temu. Moje odczucia były właśnie takie i nawet poważnie zastanawiałam się czy nie wrócić do tamtej książki, żeby było mi łatwiej się w tym wszystkim odnaleźć. Dałam jednak radę bez zbędnej fatygi. Alex Kava świetnie przypomina czytelnikowi o wydarzeniach, które mogą mieć znaczenie zarówno w rozwiązaniu sprawy, jak i zrozumieniu obecnej w fabule sytuacji. 

Moja ocena jak zwykle nie jest obiektywna, ponieważ Alex Kava jest jedną z moich ulubionych autorek. Z przyjemnością pochłonęłam kolejną część przygód ulubionych bohaterów. Ku mojemu zaskoczeniu, w tej części autorka darowała sobie wszelkie romantyczne wątki, ale oceniam to bardzo na plus.

Polecam wszystkim wielbicielom thrillerów i sensacyjnych opowieści. Jeśli jeszcze nie znacie Alex Kavy, koniecznie sięgnijcie po jej książki od początku serii i wciągnijcie się w nie tak jak ja.

7,5/10

środa, 10 maja 2017

Jeszcze jeden dzień...


Mitch Albom | Jeszcze jeden dzień | Wydawnictwo Znak Literanova | 217 stron

Chick ma się za życiowego nieudacznika. Ma za sobą nieudaną karierę sportową, rozwód i popadnięcie w nałóg alkoholowy. Przychodzi w jego życiu dzień, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że zmaganie się ze świadomością własnej beznadziejności jest dla niego zbyt wielkim ciężarem. Postanawia skończyć ze sobą. Ale najpierw na swój cel obiera rodzinną miejscowość i dom, w którym się wychował. 
W pewien trudny do wyjaśnienia sposób dostaje od życia jedyną i niepowtarzalną okazję, by spotkać się ze swoją zmarłą matką. Chick trafia do domu rodzinnego i mimo świadomości śmierci jego rodzicielki, poddaje się obecnej sytuacji, tj. spotkaniu z nią.

Autor rozpoczyna książkę jak wywiad z głównym bohaterem. Powoli poznajemy historię Chicka, który opowiada nam o wydarzeniach z przeszłości, splatających się z dniem spędzonym z matką. Całą historię zamyka pewne podsumowanie zarówno jego opowieści, jak i późniejszego życia.

Myślę, że każdy, kto stracił swojego rodzica dość nagle, życzyłby sobie takiego dnia. "Jeszcze jednego dnia" na wyjaśnienie nieporozumień, przeprosiny za popełnione błędy, a także na dowiedzenie się od rodzica o rzeczach, których nie powiedział za życia.
Chick sam nie wie, co myśleć o tym, co go spotkało. Prawie do końca my, czytelnicy nie wiemy czy to omamy, czy jakieś paranormalne wydarzenia. To jednak ostatecznie nie ma większego znaczenia.
Opowieść ma za zadanie (moim zdaniem) uświadomić czytelnikowi, że mamy tylko jedno życie i jedną matkę. Nie warto marnować czasu na tych, którzy nas nie doceniają, odsuwając na bok osobę, która powinna być najważniejsza. Jest w naszym życiu wiele sytuacji, kiedy zbyt surowo oceniamy kobiety, które wydały nas na świat, kochając bezwarunkową miłością do samego końca. Tylko matka jest w stanie wybaczyć swojemu dziecku wszystko. Bez wyjątku. Nawet jeśli nie przyzna się do tego głośno.

Z tego względu uważam tę książkę za dość dla mnie wartościową. Podczas czytania nachodziła mnie refleksja nad moim postępowaniem wobec rodziców. Czy aby na pewno nie oceniam ich zbyt pochopnie pod wpływem impulsu, chwili, emocji? Czy kiedy ich zabraknie te "złe" chwile będą miały w ogóle znaczenie?
W tekście znajdziemy mnóstwo tzw. złotych myśli, co nie wszystkim dobrze się kojarzy, ale pozostawiam to do oceny własnej. Dla mnie to pewien plus tej książki.

Przede wszystkim dobrze i lekko się ją czyta. Spodziewałam się czegoś wzruszającego. Absolutnie ta opowieść taka nie jest. Refleksyjna - to lepsze określenie. 
Nie ma tu niezwykłych historii. Jest życie przeciętnego człowieka, który w wielu sytuacjach postępuje pod wpływem chwili, by potem żałować tego do końca życia. Z tym jednym wyjątkiem. Główny bohater dostał szansę na poprawę.

Polecam tę książkę każdemu. Myślę, że skłoni do refleksji, a jeśli nie, będzie miłą i mimo wszystko lekką lekturą. 

8/10


czwartek, 30 marca 2017

Szkoła żon...


Magdalena Witkiewicz | Szkoła żon | Wydawnictwo Filia | 256 stron

Julka jest świeżo upieczoną rozwódką i postanawia oblać to wydarzenie ze znajomymi w klubie. Sama nie wie czy czuje się z tym dobrze, czy źle. Najważniejsze jest jednak to, że już po wszystkim.  Podczas wieczoru bierze udział w loterii organizowanej przez klub i wygrywa. Czeka ją trzy tygodnie w elitarnej Szkole Żon. Początkowo nie podoba jej się ta nazwa, ale po zapoznaniu się z "programem nauczania" postanawia spróbować. Teraz nie ma już nic do stracenia.
Jadwiga jest nauczycielką po pięćdziesiątce i jedyne porywy serca jakie przeżywa są związane z życiem bohaterów książek, które czyta co wieczór przy lampce wina. Żyje w swojej prywatnej "bajce" dopóki nie dowiaduje się o zdradzie wieloletniego męża. Wtedy też w jej ręce trafia ulotka Szkoły Żon. Postanawia zrobić coś dla siebie i zapisuje się na najbliższy turnus.
Misia jest młoda i jedyne czego pragnie to dać satysfakcję Misiowi. On jest jej jedyną miłością i dla niego jest w stanie zrobić wszystko. Pracuje w klubie, w którym można wygrać turnus w Szkole Żon. Po przeczytaniu ulotki postanawia, że tylko ta szkoła może nauczyć ją, jak dać spełnienie jej kochanemu.
Marta jest matką dwójki dzieci i znajomą właścicielki Szkoły Żon. Żyje na ciągłej diecie nie przynoszącej większych efektów i uważa się za największą przegraną w życiu. Kompletnie nie ma dla siebie czasu, a kiedy wreszcie znajduje chwile, zapełnia ją przyjemnością w postaci jedzenia. Szkoła Żon jest dla niej szansą uwierzenia w siebie i pokonania swoich demonów.


Historia jest przedstawiona z perspektywy wszystkich tych bohaterek, a okazyjnie także z punktu widzenia pobocznych bohaterów. Jak sama autorka deklaruje, miał to być erotyk dla kobiet. Z pewnością ta opowieść nim jest. Początkowo bardzo przypominała mi tę z Przystani posłuszeństwa Mariny Anderson, później historia poszła trochę w swoją stronę. 
Ta książka nie do końca przypadła mi do gustu, a to ze względu na to, że pojawia się w niej wątek romantyczny, w moim mniemaniu psujący całość. W wielu miejscach miałam wrażenie, że historia pędzi na łeb, na szyję. Autorka nie skupiła się na opisaniu czegoś dokładniej, tylko poświęciła temu niewiele uwagi. Niestety też pojawiła się jedna rzecz, która trąci mi hipokryzją u jednej z bohaterek, ale wolałabym nie rozwijać tej myśli, żeby zbytnio nie spoilerować. 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale historia ma podobne elementy. Język opowieści jest lekki i dobrze czyta się całość, co jest zdecydowanym plusem. Bohaterki to zwykłe kobiety, które z pewnością istnieją w realnym świecie, co także nadaje opowieści prawdziwości. Jeśli zaś chodzi o samą Szkołę Żon - myślę, że to całkiem interesująca koncepcja, ale raczej nie miała by szansa na przetrwanie w polskich realiach. Zaraz okrzyknięto by to miejsce, burdelem dla bogatych kobiet lub czymś na ten kształt. Liczyłam też, że w samej opowieści z książki coś takiego się wydarzy, ale... 

Ogólnie rzecz biorąc mogę polecić tę książkę każdej kobiecie lubiące gorące romanse. Jest to opowieść dobra na wieczór, na rozluźnienie, a nawet z odrobiną humoru. Dla bardziej wymagających czytelników, raczej niekoniecznie dobra pozycja.

6/10

czwartek, 16 marca 2017

Szklany tron.


Sarah J. Maas | Szklany tron (tom I) | Wydawnictwo Uroboros | 520 stron

Celaena Sardothien myślała, że dokończy żywota w kopalni i już nigdy nie zazna w życiu czegoś dobrego. Pewno dnia nieoczekiwanie zostaje wyciągnięta z nieludzkich warunków i to przez samego syna króla Erilei. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Jej dalsze losy stoją pod znakiem zapytania. Ma szansę stać się Królewską Obrończynią, ale musi pokonać przeciwników. W końcu zanim trafiła do kopalni, była znana w całym państwie jako najlepsza zabójczyni. Czy uda jej się pokonać rywali?

Szklany tron to kolejna powieść z serii skierowanej głównie do nastolatek. Przede wszystkim ze względu na niezbyt wymagającą i ambitną historię. 
Główna bohaterka jest krnąbrna i pewna swoich doskonałych umiejętności na wielu polach. Była przecież szkolona przez najlepszego. Absolutnie nie czuje wdzięczności do przyszłego władcy za to, że wyciągnął ją z istnego piekła na ziemi. Nie czuje też jednak wobec niego niechęci. Winą za wszelkie zło obarcza głównie jego ojca. Sama bardzo szybko przyzwyczaja się do zamkowych i dworskich wygód. Aż dziwne, że wśród tego wszystkiego potrafiła się skupić na swoim zadaniu.
Podczas pobytu w Szklanym Zamku Celaena zawiera nowe znajomości, zbliża się do następcy tronu i odkrywa mroczne tajemnice. Oprócz tego, że musi wygrać starcie o stanowisko Królewskiej Obrończyni, musi rozwiązać też dużo bardziej skomplikowaną zagadkę. Może sama nie jest świadoma swojej wartości i przeznaczenia jakie ją czeka? Nie wszyscy na dworze są jej przychylni i tylko dzięki swoim sprzymierzeńcom uda jej się uniknąć śmierci.

Książka Sarah J. Maas ma bardzo dobrą opinię w sieci i głównie z tego powodu postanowiłam ją przeczytać. Minęło już trochę czasu odkąd zakończyłam lekturę, więc moje wrażenia nie są "świeże". 

Świat stworzony przez autorkę jest bardzo tajemniczy i z każdą kolejną stroną uchyla się nam rąbek tajemnicy. Wszystko to jest jednak bardziej skomplikowane niż nam się wydaje. Kiedyś w Erilei magia była na porządku dziennym. Teraz jest czymś zakazanym, a mimo to wielu z niej korzysta. Czy aby na pewno bez wiedzy króla?
Książe natomiast wplątuje się w dość dziwną relację z główną bohaterką. Tylko czas pokaże, co z tego wyniknie.
Celaena  jest młodą, niebrzydką i tajemniczą dziewczyną. A przede wszystkim jest bardzo niepozorna. Skrywa swoją tożsamość przed innymi uczestnikami starcia o miano Obrońcy Królewskiego, jest pyszałkowata i lubi postawić na swoim. Bezwzględnie dąży do wyznaczonego sobie celu, bo tylko to trzyma ją przy życiu w tych bezwzględnych i niesprawiedliwych czasach.

Po raz kolejny spodziewałam się po książce wiele więcej niż dostałam. A wszystko to z powodu zachwytów, z jakimi spotkałam się na blogach i na youtube. W moim odczuciu jednak nie jest to książka zachwycająca. Jest po prostu dobra. Czytało się ją dość przyjemnie, choć niekiedy krnąbrność i pewność siebie głównej bohaterki mocno mnie irytowały. Wiele sytuacji poddałabym pewnym wątpliwościom ze względów logistycznych, ale nie będę może rozkładać książki na części pierwsze.
Książka nie zrobiła na mnie wrażenia, jakiego się spodziewałam, ale umiliła mi kilka wieczorów. 
6/10


wtorek, 10 stycznia 2017

Playlist for the dead...


Michelle Falkoff | Playlist for the dead | Wydawnictwo Feeria Young | 271

Sam nie spodziewał się, że pewnego dnia znajdzie swojego najlepszego przyjaciela martwego. Znali się tyle lat i spędzali ze sobą tyle czasu, że wiedzieli o sobie wszystko. Może i nie byli najbardziej lubianymi gośćmi w szkole, ale niewiele ich to obchodziło. W końcu do szczęścia było im potrzebne tylko własne towarzystwo, muzyka i gry. Pewnego dnia prawdziwość tego wszystkiego staje pod znakiem zapytania. Hayden popełnia samobójstwo i pozostawia najlepszemu przyjacielowi składankę, która ma naprowadzić go na właściwie tory, tj. znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego?
Sam jest zły na cały świat, ale przede wszystkim obwinia siebie za nagłą śmierć Haydena. Prawda może się jednak okazać zdecydowanie bardziej złożona niż ktokolwiek zakłada...

Zanim sama wzięłam się za czytanie tej książki, wiele dobrego o niej słyszałam. Zachęcająca była dla mnie również tytułowa playlista, którą pozostawia Hayden. Spodziewałam się czegoś nowego. Miałam nadzieję na podążanie za wskazówkami z piosenek, które przyjaciel pozostawia po swoim samobójstwie. Czekałam na prawdę ukrytą w słowach piosenki, w ich nastroju i melodii. Niestety... Piosenki, które Hayden pozostawił po sobie odgrywają w opowieści rolę drugoplanową. Tak naprawdę w pewnych momentach po prostu były tam wplecione w tekst bądź rozpoczynały kolejny rozdział, ale to by było na tyle. Włączałam je wszystkie po kolei czytając książkę, ale tak naprawdę mogłabym to sobie darować i nic by to nie zmieniło.
To był chyba dla mnie element największego rozczarowania.
Poza tym książkę dobrze się czyta, mimo że porusza w końcu dość ciężki temat. Na pewno też wszystko to, co doprowadziło powoli przyjaciela Sama do samobójstwa jest bardzo prawdziwe, ale tematyka nie sprawia, że książka jest ciężka w odbiorze. Wręcz przeciwnie. Opowieść snuta w punktu widzenia nastolatka sprawdza się w tym przypadku w stu procentach. Sam nie jest też znowu takim zwykłym nastolatkiem. Ma buntownicze podejście do otaczającej go rzeczywistości, ale mieści się to dla mnie w "zdrowych" normach. Dzięki tej kreacji postaci, bardzo polubiłam głównego bohatera. Czasem tylko niecierpliwiłam się na kolejne obwinianie się o śmierć przyjaciela, ale z drugiej strony każdy z nas pewnie zachowałby się w jego przypadku tak samo.
Hayden - chłopiec, który postanawia się zabić z każdą kolejną stroną nabiera konkretnego charakteru dla czytelnika. O ile na początku historii jego postępowanie jest całkowicie niezrozumiałe, o tyle na zakończenie wszystko staje się jasne. I chyba nikt nie będzie go źle oceniał za jego postępek.
Astrid - dziewczyna, która znikąd pojawia się w życiu Sama i która tyle wie o nim i jego najlepszym przyjacielu. Ta postać uświadomiła mi, jak często nie mamy świadomości, jak wiele ludzie o nas wiedzą. Nawet jeśli my nie wiemy o ich istnieniu. Ta dziewczyna nagle znalazła się w życiu Sama i z premedytacją lub bez wniosła zmiany, które zaowocowały. 

Uważam, że książka jest dobra przede wszystkim dla nastoletnich czytelników. Ze względy na temat, jaki podejmuje każdy może po nią sięgnąć. Napisana w poczytny sposób i daje możliwość odkrycia kilku nieznanych utworów muzycznych.

7/10

środa, 4 stycznia 2017

Książki, które chcę przeczytać w tym roku.

Choć na dzień dzisiejszy to raczej bardzo, bardzo, bardzo ambitny plan, bardzo ucieszyłabym się, gdyby udało się go zrealizować. Oto książki, które chciałabym przeczytać w tym roku, ponieważ są na mojej półce już od długiego czasu i czekają...

1. Zygmunt Miłoszewski - Bezcenny
Na pierwszy ogień idzie autor, którego bardzo polubiłam odkąd poznałam jego bohatera Teodora Szackiego.




2. Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu

3. Marc Elsberg - Zero


4. Mitch Albom - Jeszcze jeden dzień

5. Remigiusz Mróz - Parabellum

6. Samantha Shannon - Czas żniw

7. Cassandra Clare - Pani Noc

8. Kathy Reichs - 206 kości

9. Dorota Terakowska - Poczwarka 

10. Anne Holt - To, co się nigdy nie zdarza

11. Simon R. Green - Człowiek ze złotym amuletem

12. Sarah Blake - Niedoręczony list

13. Michelle Falkoff - Playlist for the dead

14. Betty J. Eadie - Po schodach do nieba


W większości są to książki, które już zaczęłam czytać, ale stoją na półce niedokończone, bo po drodze trafiło się coś nowego i przez to poszły w odstawkę. Na tej liście mogłoby się znaleźć o wiele więcej pozycji, ale nie oszukujmy się. I to będzie trudne. Wiem, że w międzyczasie pojawią się na pewno jeszcze inne książki, które będę chciała przeczytać na już.
Trzymajcie za mnie kciuki!

A Wy macie taką listę?



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Wybrani...


C.J.Daugherty | Wybrani (tom I) | Wydawnictwo Otwarte | 440 stron

Allie jest niepokorną nastolatką, która robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Maluje włosy, ubiera się ekstrawagancko, a przede wszystkim właśnie została aresztowana po raz trzeci tego roku. Rodzice mają po wyżej uszu jej nieposłuszeństwa, w związku z czym postanawiają znaleźć dla niej szkołę, która pomoże nastolatce wyjść na prostą. Pewnego dnia oświadczają Allie, że trafia do Cimmeri - szkoły, o której dziewczyna nigdy nie słyszała. To, co zastaje zaraz po przybyciu do nowej dla niej placówki, przekracza jakiekolwiek wyobrażenia bohaterki. 
Oto szkoła, w której nikt nie znalazł się przypadkiem. Jej uczniowie są dziećmi/wnukami znaczących osobistości. Dlaczego więc trafiła tam ta krnąbrna nastolatka? Wszyscy próbują się tego dowiedzieć, z główną bohaterką na czele. Aurę tajemniczości dopełnia "Nocna szkoła" dostępna tylko dla wybranych. Allie niczego nie może się dowiedzieć, ale w Cimmeri zaczynają się dziać coraz bardziej niebezpieczne rzeczy...

Allie początkowo miała być bohaterką-buntowniczką. Zapowiadała się naprawdę obiecująco, ale zaraz po przekroczeniu progów nowej szkoły cały jej charakter legnie w gruzach. Byłam zawiedziona. Bardzo chciałam, żeby wreszcie główna bohaterka nie była taka szablonowa, żeby nie miała w sobie nic z cukierkowej nastolatki. Ale... Cimmeria całkowicie pozbawiła ją charakteru. W nowym miejscu Allie staje się typową nastolatką, która trafia do szkoły wymagającej dużo pracy i po prostu się podporządkowuje. Mało tego. Staje się (oczywiście) obiektem pożądania. Jest w końcu w szkole nowa i nie może jej się oprzeć nawet najbardziej wybredny chłopak z Cimmeri. 
Choć książkę czyta się przyjemnie i szybko, to brak w niej elementów zaskoczenia. 
"Nocna szkoła" była czymś, co na początku bardzo mnie zainteresowało. Szczerze mówiąc wyobrażałam sobie na jej temat o wiele więcej niż powinnam. Spodziewałam się po niej czegoś zupełnie innego. Mimo wszystko jest to jakiś plus dla fabuły tej książki.

Podsumowując uważam, że jest to książka dobra dla młodzieży, na jakieś leniwe popołudnie. Nie jest to zbyt ambitna literatura, a główna bohaterka raczej nie stanie się idolką milionów. Mimo to, dobrze czyta się tę opowieść, w związku z czym, mogę ją polecić.

6/10




Gdyby kogoś zastanawiało, co się ze mną działo przez tyle czasu... No cóż, niezwykle ciężko jest mi teraz wygospodarować czas na czytanie dla przyjemności, ponieważ wracam do szkolnych lektur. Mam nadzieję, że uda mi się jednak wracać tu częściej niż raz na pół roku.
Pozdrawiam serdecznie!