Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżówka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2017

"13 powodów" Jay Asher [książka/film]

                                     

                        Jay Asher | 13 powodów | Wydawnictwo Rebis | 272 strony

Czy czułeś kiedyś, że mógłbyś zapobiec jakiejś tragedii, gdybyś tylko nie stchórzył w odpowiednim momencie? Z jednej strony to strasznie egocentryczne, bo przecież w większości nasze postępowanie niewiele zmienia w świecie, ale jeśli połączymy wszystkie te "małe decyzje", tworzy się już coś konkretnego.
Clay znał Hannę Baker od początku liceum. Choć w zasadzie nie znał jej w ogóle. Czuł, że jest bratnią duszą, podobała mu się, ale był też tchórzem i może to przeważyło szalę...
Całym liceum wstrząsa wiadomość o samobójczej śmierci Hanny, ale jak z każdą tragedią bywa, wszyscy powoli się z tym oswajają. Prawie wszyscy.
W ręce Claya trafia pudełko niewiadomego pochodzenia, a w nim siedem kaset. Kiedy zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co na nich jest, czuje jednocześnie strach, żal, złość i bezradność.
Hanna Baker przed zakończeniem swojego życia postanowiła zdać relację z wszystkiego, co doprowadziło ją do tak tragicznego rozwiązania. Każda strona kasety jest poświęcona innej osobie. Wszystkie te historie są ze sobą połączone...są powodem jej śmierci.

Kiedy ma się kilkanaście lat, nie zastanawia wiele rzeczy. Nie zastanawiają słowa, które wypowiadamy, często z zamiarem zaimponowania komuś. Człowiek jest wrażliwy na opinię rówieśników i chce być akceptowany. Często jednak jedno wydarzenie może rzucić cień na postrzeganie naszej osoby. Hanna doświadczyła tego, czego codziennie doświadcza wielu nastolatków. Szczególnie w dzisiejszym świecie. Przeprowadziła się do nowego miejsca, co oznaczało czystą kartę. Dziewczyna chciała wypaść dobrze, właśnie miała okazję stać się w 100% akceptowana i lubiana. Nie mogła tego zmarnować. Nastolatkowie jednak bywają okrutni. Tego okrucieństwa wielokrotnie doświadczyła Hanna. Niestety doprowadziło ją to do ostateczności.

Ile razy przekazywaliśmy jakąś plotkę o drugiej osobie, nie mając pewności czy jest prawdziwa? Ile razy patrzyliśmy na drugą osobę przez pryzmat tego, co o niej usłyszeliśmy, a nie realnej znajomości? I w końcu ile razy sami doświadczyliśmy uczucia żalu z powodu usłyszanych na swój temat plotek. 
Słowa potrafią ranić głębiej niż czyny. Złe rzeczy, które kiedyś usłyszeliśmy na swój temat często wracają do nas w chwili słabości, by pogrążyć nas w jeszcze większym załamaniu. W końcu w takich chwilach spada na nas cała lawina złych słów i sytuacji, co powoduje, że budujemy sobie obraz beznadziejnego siebie, dla którego nie ma już nadziei. Czasem w takich chwilach wystarczy tylko jedna osoba. Ktoś, kto wyciągnie do nas dłoń, udowodni nam, że nie jesteśmy tak beznadziejni jak nam się wydaje, tylko nie chcemy dostrzec tego, co dobre. Gorzej jeśli nie ma kogoś, kto nam pomoże.
Wielu ludzi decyduje się na samobójstwo z tylko sobie znanych powodów. Niektórzy zostawiają listy pożegnalne, w których wszystko wyjaśniają, ale znaczna większość odchodzi bez pożegnania, na zawsze pozostawiając najbliższych bez odpowiedzi.
Jesteśmy tylko ludźmi, ale czasem nie jesteśmy w stanie dostrzec jednoznacznych sygnałów. Potem pozostaje jedynie żal i obwinianie się o brak spostrzegawczości lub odwagi.


Clay, z którego punktu widzenia poznajemy całą historię wie, że jego obecność w życiu Hanny nie była bez znaczenia. Ale w pełni zdał sobie z tego sprawę dopiero, kiedy jej życie się skończyło. Już na zawsze będzie miał świadomość tego, co się wydarzyło, a czemu można było zapobiec. Nigdy już nie spojrzy na niektóre osoby w ten sam sposób. Siedem kaset zmieniło jego spojrzenia na świat. Nastolatka, którą znał zmagała się z problemami, o których nikt nie miał pojęcia, co powoli wbijało gwóźdź do jej trumny.  Ci, którzy byli jednym z powodów jej samobójstwa, już zawsze będą o tym pamiętać. I być może nigdy sobie tego nie wybaczą...



Uważam, że 13 powodów to bardzo interesująca książka i powinna być lekturą dla współczesnej młodzieży. Może choć jakiś niewielki procent przykładałby większą uwagę do swojego zachowania wobec rówieśników, słów rzucanych niby w żartach. 
Clay - chłopak, który trafia na kasetę Hanny mógł zapobiec jej samobójstwu. W tamtych chwilach dziewczynie potrzeba było niewiele, aby zmienić decyzję. Dawała ludziom kilka szans. 
Choć cała opowieść i podejście do sprawy głównej bohaterki może się wydawać bardzo egoistyczne, chyba trzeba pamiętać, że tacy są właśnie nastolatkowie. Problemy błahe dla dorosłych, są nie do pokonania dla młodzieży. To, z czego później można żartować, w danym momencie jest koszmarem. Myślę, że każdy miał w życiu choć jedną taką sytuację, w której czuł się w jakiś sposób poniżony, ośmieszony, bądź odrzucony przez rówieśników.
Hanna czuła się tak co chwilę. Jej wyobrażenie o idealnym początku w nowym miejscu legło w gruzach szybciej niż zdążyła się na dobre zadomowić, a potem każda kolejna porażka wydawała jej się jeszcze gorsza. Tak nie powinno być... 

7/10

Co się zaś tyczy filmu, jest on dosyć brutalny. Mamy w nim sceny gwałtu i samobójstwa. Odkąd zaczęłam go oglądać, nienawidziłam w nim każdej postaci. Z główną bohaterką na czele. Podobnie jak w życiu, nic w tym serialu nie jest czarno białe. Nie ma winnych i niewinnych. Każdy ma coś na sumieniu, a finał jest po prostu tragiczny. 
Nie przepadam za postacią Claya, który w serialu został przedstawiony nieco inaczej niż w książkowym wydaniu. Tutaj ten chłopak jest dziwny. Wiecznie nieogarnięty, zdaje się mieć jakieś problemy z samym sobą, a przede wszystkim chce sprawiedliwości. W imię Hanny. To może nie jest minusem w tym przypadku, ale całe jego zachowanie z tym związane już można za minus uważać.
Hanna - śliczna dziewczyna, która czasem jest po prostu zbyt naiwna. Tłumaczyć ją może jedynie wiek i ciągły brak zainteresowania ze strony rodziców. Postać ta nie jest idealna ani pod względem wyglądu, ani charakteru. Uważam, że to plus tego serialu.
Alex - bardzo polubiłam tego chłopaka, szczególnie pod koniec historii. Choć jego przewinienie nie było najgorszym, zdawał się mieć świadomość konsekwencji zaistniałej sytuacji. Chciał by wiadomość o kasetach i "sprawcach" przestała być tajemnicą. Żałuję, że nie znamy jego dalszej historii.
Polecam obejrzeć serial i przyjrzeć się każdej postaci z osobna.

Produkcja zrobiła na mnie duże wrażenie. Choć nie brakuje słów krytyki wobec niej, uważam, że jest warta obejrzenia. Oby nikt nie potraktował tej historii jako gotowego scenariusza do teatralnego samobójstwa. Oby był raczej punktem zwrotnym w swoim zachowaniu. Dla rodziców może on być podpowiedzią, że nie zawsze wiedzą o swoich dzieciach, które mogą przeżywać osobiste tragedie.

8/10

wtorek, 10 stycznia 2017

"Playlist for the dead" Michelle Falkoff


Michelle Falkoff | Playlist for the dead | Wydawnictwo Feeria Young | 271

Sam nie spodziewał się, że pewnego dnia znajdzie swojego najlepszego przyjaciela martwego. Znali się tyle lat i spędzali ze sobą tyle czasu, że wiedzieli o sobie wszystko. Może i nie byli najbardziej lubianymi gośćmi w szkole, ale niewiele ich to obchodziło. W końcu do szczęścia było im potrzebne tylko własne towarzystwo, muzyka i gry. Pewnego dnia prawdziwość tego wszystkiego staje pod znakiem zapytania. Hayden popełnia samobójstwo i pozostawia najlepszemu przyjacielowi składankę, która ma naprowadzić go na właściwie tory, tj. znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego?
Sam jest zły na cały świat, ale przede wszystkim obwinia siebie za nagłą śmierć Haydena. Prawda może się jednak okazać zdecydowanie bardziej złożona niż ktokolwiek zakłada...

Zanim sama wzięłam się za czytanie tej książki, wiele dobrego o niej słyszałam. Zachęcająca była dla mnie również tytułowa playlista, którą pozostawia Hayden. Spodziewałam się czegoś nowego. Miałam nadzieję na podążanie za wskazówkami z piosenek, które przyjaciel pozostawia po swoim samobójstwie. Czekałam na prawdę ukrytą w słowach piosenki, w ich nastroju i melodii. Niestety... Piosenki, które Hayden pozostawił po sobie odgrywają w opowieści rolę drugoplanową. Tak naprawdę w pewnych momentach po prostu były tam wplecione w tekst bądź rozpoczynały kolejny rozdział, ale to by było na tyle. Włączałam je wszystkie po kolei czytając książkę, ale tak naprawdę mogłabym to sobie darować i nic by to nie zmieniło.
To był chyba dla mnie element największego rozczarowania.
Poza tym książkę dobrze się czyta, mimo że porusza w końcu dość ciężki temat. Na pewno też wszystko to, co doprowadziło powoli przyjaciela Sama do samobójstwa jest bardzo prawdziwe, ale tematyka nie sprawia, że książka jest ciężka w odbiorze. Wręcz przeciwnie. Opowieść snuta w punktu widzenia nastolatka sprawdza się w tym przypadku w stu procentach. Sam nie jest też znowu takim zwykłym nastolatkiem. Ma buntownicze podejście do otaczającej go rzeczywistości, ale mieści się to dla mnie w "zdrowych" normach. Dzięki tej kreacji postaci, bardzo polubiłam głównego bohatera. Czasem tylko niecierpliwiłam się na kolejne obwinianie się o śmierć przyjaciela, ale z drugiej strony każdy z nas pewnie zachowałby się w jego przypadku tak samo.
Hayden - chłopiec, który postanawia się zabić z każdą kolejną stroną nabiera konkretnego charakteru dla czytelnika. O ile na początku historii jego postępowanie jest całkowicie niezrozumiałe, o tyle na zakończenie wszystko staje się jasne. I chyba nikt nie będzie go źle oceniał za jego postępek.
Astrid - dziewczyna, która znikąd pojawia się w życiu Sama i która tyle wie o nim i jego najlepszym przyjacielu. Ta postać uświadomiła mi, jak często nie mamy świadomości, jak wiele ludzie o nas wiedzą. Nawet jeśli my nie wiemy o ich istnieniu. Ta dziewczyna nagle znalazła się w życiu Sama i z premedytacją lub bez wniosła zmiany, które zaowocowały. 

Uważam, że książka jest dobra przede wszystkim dla nastoletnich czytelników. Ze względy na temat, jaki podejmuje każdy może po nią sięgnąć. Napisana w poczytny sposób i daje możliwość odkrycia kilku nieznanych utworów muzycznych.


7/10

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Wybrani...


C.J.Daugherty | Wybrani (tom I) | Wydawnictwo Otwarte | 440 stron

Allie jest niepokorną nastolatką, która robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Maluje włosy, ubiera się ekstrawagancko, a przede wszystkim właśnie została aresztowana po raz trzeci tego roku. Rodzice mają po wyżej uszu jej nieposłuszeństwa, w związku z czym postanawiają znaleźć dla niej szkołę, która pomoże nastolatce wyjść na prostą. Pewnego dnia oświadczają Allie, że trafia do Cimmeri - szkoły, o której dziewczyna nigdy nie słyszała. To, co zastaje zaraz po przybyciu do nowej dla niej placówki, przekracza jakiekolwiek wyobrażenia bohaterki. 
Oto szkoła, w której nikt nie znalazł się przypadkiem. Jej uczniowie są dziećmi/wnukami znaczących osobistości. Dlaczego więc trafiła tam ta krnąbrna nastolatka? Wszyscy próbują się tego dowiedzieć, z główną bohaterką na czele. Aurę tajemniczości dopełnia "Nocna szkoła" dostępna tylko dla wybranych. Allie niczego nie może się dowiedzieć, ale w Cimmeri zaczynają się dziać coraz bardziej niebezpieczne rzeczy...

Allie początkowo miała być bohaterką-buntowniczką. Zapowiadała się naprawdę obiecująco, ale zaraz po przekroczeniu progów nowej szkoły cały jej charakter legnie w gruzach. Byłam zawiedziona. Bardzo chciałam, żeby wreszcie główna bohaterka nie była taka szablonowa, żeby nie miała w sobie nic z cukierkowej nastolatki. Ale... Cimmeria całkowicie pozbawiła ją charakteru. W nowym miejscu Allie staje się typową nastolatką, która trafia do szkoły wymagającej dużo pracy i po prostu się podporządkowuje. Mało tego. Staje się (oczywiście) obiektem pożądania. Jest w końcu w szkole nowa i nie może jej się oprzeć nawet najbardziej wybredny chłopak z Cimmeri. 
Choć książkę czyta się przyjemnie i szybko, to brak w niej elementów zaskoczenia. 
"Nocna szkoła" była czymś, co na początku bardzo mnie zainteresowało. Szczerze mówiąc wyobrażałam sobie na jej temat o wiele więcej niż powinnam. Spodziewałam się po niej czegoś zupełnie innego. Mimo wszystko jest to jakiś plus dla fabuły tej książki.

Podsumowując uważam, że jest to książka dobra dla młodzieży, na jakieś leniwe popołudnie. Nie jest to zbyt ambitna literatura, a główna bohaterka raczej nie stanie się idolką milionów. Mimo to, dobrze czyta się tę opowieść, w związku z czym, mogę ją polecić.

6/10




Gdyby kogoś zastanawiało, co się ze mną działo przez tyle czasu... No cóż, niezwykle ciężko jest mi teraz wygospodarować czas na czytanie dla przyjemności, ponieważ wracam do szkolnych lektur. Mam nadzieję, że uda mi się jednak wracać tu częściej niż raz na pół roku.
Pozdrawiam serdecznie!

  

piątek, 9 września 2016

Never Never...

Ta książka trafiła w moje ręce przypadkiem. Postanowiłam, że potrzebuję nowej książki i po prostu ją zamówiłam...


Collen Hoover, Tarryn Fisher | Never Never | Wydawnictwo Moondrive | 383 strony

   Charlie i Silas są nastolatkami, którzy znają się od dziecka, a w końcu stają się parą i są nierozłączni. Ich życie jednak niespodziewanie odwraca się do góry nogami, co powoli oddala ich od siebie. Miłość musi się skończyć. Nie przewidują jednak, że któregoś dnia zapomną... kim są, gdzie są, a może nawet to, co do siebie czują...
Każde z nich chce się dowiedzieć, co się dzieje, jak do tego doszło i co będzie dalej.

Kiedy zaczęłam czytać tę opowieść, byłam pewnie nie mniej zdezorientowana niż główna bohaterka. Wkrótce jednak z przyjemnością wczytywałam się w kolejne strony, odkrywając kolejne fakty z życia Charlie i Silasa.
Ta para jest dziwna, ale też w jakiś dziwny sposób idealna. To nadaje całej opowieści swego rodzaju cukierkowości, ale nie odebrało mi to przyjemności z czytania. 
Bardzo podoba mi się pomysł autorek na utratę pamięci, która nie jest całkowita, a dotyczy tylko najważniejszych faktów z życia. Nie odbiera natomiast umiejętności czy wiedzy zdobytej w szkole. Przynajmniej nie do końca.
Książkę czyta się przyjemnie i w ciągłym oczekiwaniu na rozwiązanie - dlaczego bohaterowie borykają się z tym problemem i jak mogą zapobiec kolejnemu zapomnieniu. Czas ucieka, informacji jest ogrom. 
Ta opowieść tak bardzo przypadła mi do gustu, że wybaczyłam pewne oczywistości, które się w niej pojawiają, a które są tak popularne w historiach young adult. Przeczytanie jej zajęło mi dwa dni, ale to też wiąże się ze swego rodzaju lekkością książek Collen Hoover. Zdaję sobie sprawę, że nie pisała tej opowieści sama, ale nie zmieniło to mojego odbioru. Wcześniejsze jej książki czytało mi się równie dobrze. Miały w sobie coś takiego, że chciało się je czytać, były zabawne, więc były po prostu przyjemne.
Dokładnie takie wrażenia mam po lekturze Never never. Podchodziłam do tej książki z dystansem, którego wyzbyłam się po kilku stronach z przyjemnością śledząc zmagania głównych bohaterów.

Polecam tę książkę wszystkim lubiącym styl autorki Hopeless, a także szukającym przyjemnej i wciągającej lektury.

7/10

wtorek, 6 września 2016

Black Ice

Z zamiarem przeczytania tej książki nosiłam się długi, długi czas. Niestety cały czas pojawiało się coś nowego, w związku z czym plany te odsuwały się w czasie. Wreszcie jednak zaczęłam po prostu czytać. I tak oto dzielę się z Wami moją opinią o kolejnej przeczytanej przeze mnie książce autorstwa Becca'i Fitzpatrick. Autorkę znam z serii Szeptem, którą czytałam dawno temu, ale jak najbardziej przypadła mi do gustu. Czy tak samo było i tym razem?


Becca Fitzpatrick | Black Ice | Wydawnictwo Otwarte | 400 stron

Britt postanowiła wybrać się ze swoją najlepszą przyjaciółką na wyprawę w góry, do której solidnie przygotowywała się przez rok. W ten sposób chciała pokazać sobie i między innymi swojemu ex-chłopakowi, że jest zaradna i potrafi sobie poradzić nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Nie przypuszczała jednak, że los z niej zadrwi i przyjdzie się jej zmierzyć z prawdziwym niebezpieczeństwem, a od jej zaradności i umiejętności będzie zależeć jej życie. W zupełnie niewinnych okolicznościach Britt i jej koleżanka zostają zatrzymane jako zakładniczki, a umiejętność poruszania się po górach jest jedyną kartą przetargową głównej bohaterki. Dziewczyna będzie miała okazję wiele nauczyć się o sobie, a także dostrzec prawdziwe oblicza znanych jej ludzi. Nie zawsze bowiem są oni tymi, za których się podają.

          Szczerze mówiąc mam pewną zasadę odnośnie książek, które wpasowują się w tematykę young adult - nie wymagać od nich z byt wiele. Takie podejście idealnie się sprawdza. W ten sposób nie irytuje mnie ich przewidywalność, szablonowość i inne tego typu cechy.

Z takim nastawieniem podeszłam do lektury Black Ice. Muszę przyznać, że spodobało mi się pewne nowatorstwo opowieści polegające na pomyśle uprowadzenia głównej bohaterki. Nadaje to całości pewnego dreszczyka. Cała reszta jednak - od charakteru bohaterki po rozwiązanie jest w pewien sposób przewidywalne aż do bólu.
Nie sprawia to jednak, że jestem krytycznie nastawiona do tej pozycji książkowej. Początkowo miałam ochotę skrytykować brak konsekwencji w budowaniu opowieści, która objawia się szczególnie w opisach ekstremalnych sytuacji, ale trzeba dać sobie z tym spokój. Może nie każdy zwróci na to taką uwagę. Bynajmniej nie odbiera to przyjemności z czytania. Można natomiast na podstawie tej historii stwierdzić, że autorka raczej nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji i nie ma zielonego pojęcia, jak faktycznie niebezpiecznie byłoby być wtedy Britt. Patrząc jednak na to z perspektywy fikcji książkowej, cała sytuacja pozwala na odczuwanie pewnego napięcia podczas czytania i ciągłej chęci poznania dalszych losów bohaterów. Resztę pominę milczeniem. Jak wspomniałam na początku, nie ma co zbyt wiele wymagać od takich historii, oprócz miło spędzonego czasu podczas lektury.

Muszę przyznać, że przyjemnie się czytało Black Ice i nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Znalazłam kilka zabawnych momentów, co również traktuję jako plus całej historii.
Opowieść dobra dla rówieśniczek głównej bohaterki oraz poszukiwaczy lekkiej lektury z nutą świeżości w fabule young adult.

6/10 


czwartek, 12 maja 2016

Fangirl...

Ta książka od dawna czekała na swoją kolej wśród innych, które zamierzałam przeczytać. Znałam nazwisko autorki, ale nie czytałam żadnej jej powieści. O Eleonorze i Parku słyszałam tyle różnych opinii, że sama nie miałam już na nią ochoty, a po Fangirl sięgnęłam z ciekawości i w perspektywie pięciogodzinnej drogi autobusem. Jeśli śledzicie mnie na Facebook'u wiecie, że miałam mieszane uczucia...


Rainbow Rowell | Fangirl | Wydawnictwo Otwarte | 380 stron

Cath ma siostrę bliźniaczkę i właśnie rozpoczyna swój pierwszy rok studiów na Uniwersytecie w Nebrasce. W akademiku trafia na zakręconą współlokatorkę, która jest zupełnie inna niż jej bliźniaczka, z którą miała nadzieję mieszkać. Dziewczyna ma problem z odnalezieniem się w nowym miejscu, sytuacji, a także z pogodzeniem swojego nowego życia z pisaniem fanfiku, który stał się internetowym fenomenem. W dodatku zajęcia z pisania powieści zmuszają ją do spróbowania czegoś zupełnie nowego i rzucenia się na głęboką wodę. Czy Cath będzie miała tyle odwagi, żeby podjąć się zadania?
Czasami zmiany są dobre, pozwalają nam spojrzeć na niektóre rzeczy z dystansem. Głównej bohaterce było to potrzebne i z pewnością zaowocowało w przyszłości.

Jak już wspominałam, mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Czytało mi się ją lekko i nawet dość przyjemnie. Zarwałam przez nią noc, tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie z opowiadaniem głównej bohaterki i premierą ostatniego tomu fikcyjnej powieści o Simonie Snow. Było wiele momentów, kiedy wybuchałam śmiechem, więc nie mogę całkowicie skreślić tej powieści.
Ale... Kiedy ją czytałam, czułam się jakbym już wyrosła z tego typu historii. Podświadomie czekałam na powielenie schematu młodzieżówki, choć muszę przyznać, że pomysł jest ciekawy i dobrze rozwinięty. Mimo to mam odczucie pewnego niedosytu...
Główna bohaterka, podobnie jak cała reszta postaci przewijających się przez karty powieści wydaje mi się...płaska. Nie czuję się tak, jakbym po przeczytaniu książki znała ją na wylot. Jej zachowania były pokrętnie zakręcone i tylko ona wie, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. 
Muszę powiedzieć, że spodziewałam się zupełnie innej relacji ja-bohaterka, bo sama kiedyś pisałam fanfika i wydawało mi się, że jakoś bardziej utożsamię się z Cath. Ale to nie jest problem. Przecież tak nie musiało być. 
Dziewczyna ta była w mojej głowie zupełnie bezkształtna, bo z fragmentów opisu wyglądu Cath rozrzuconych po całej powieści  ciężko było mi dojść do konkretnego wyobrażenia. Ponadto jak na dziewczynę pełnoletnią miewała zachowania bardzo dziecinne i przez to, dla mnie - czytelniczki bardzo irytujące. Nie tylko głównej bohaterki nie mogłam sobie wyobrazić. To samo dziwne uczucie towarzyszyło mi przy innych postaciach. Levi raz był w mojej głowie sympatyczny, wysoki i przystojny, by za chwilę stać się lekko łysiejącym chłopakiem nie umiejącym czytać ze zrozumieniem. 
Przy końcówce liczyłam na nutkę dramatyzmu, która nie nastąpiła, przez co jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić opowieść.

Podobnie jak wszystkie młodzieżowe historie, które wpadły w moje ręce ostatnimi czasy, ta także będzie dobra dla dziewczyn w wieku bohaterki 18/19 lat. Być może łatwiej będzie im się utożsamić z Cath i nie będzie ona dla nich zbyt drażniąca.
Dla mnie książka była miłą i lekką lekturą, która uatrakcyjniła mi powrót do domu. Ogólnie mogę ją polecić wszystkim tym, którzy od książki nie wymagają wiele, a szukają czegoś niezobowiązującego.

6,5/10

środa, 20 kwietnia 2016

Angelfall...

W poszukiwaniu książek do mojego referatu konferencyjnego trafiłam na panią Susan Ee. Zaintrygowała mnie wizja, którą autorka zaoferowała w tej opowieści, dlatego też postanowiłam, że ją przeczytam.


Susan Ee | Angelfall (Opowieść Penryn o końcu świata tom 1) | Wydawnictwo Filia | 316 stron


Penryn nie ma lekkiego życia odkąd odszedł jej ojciec. Nie jest też łatwo, ponieważ czasy nie sprzyjają ludziom. Anioły doszły do wniosku, że ziemia powinna przejść w ich posiadanie, a ludzie to tylko zbędny balast. Chyba że pełnią rolę służących.
Miasta zostały opuszczone w biegu. Na ulicach wciąż stoją samochody bez właścicieli. Nie ma dobrej pory na poruszanie się z miejsca na miejsce. Penryn, mimo że ma dopiero 16 lat, zajmuje się matką i młodszą siostrą. Zdobywa jedzenie, schronienie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby bardziej kierowała się rozumem, a nie współczuciem wobec drugiego. 
Nagle musi podjąć się misji ratunkowej swojej siostry z niecodziennym towarzyszem. Bóg wydaje się być nieobecny w dzisiejszych czasach, a Anioły robią co chcą...


Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Penryn jest w jakiś sposób typową bohaterką młodzieżowych serii - ciężka sytuacja rodzinna, odwaga, lekkomyślność, odpowiedzialność za rodzinę, trudne wybory, itd. Bardziej interesujący jest jednak motyw Aniołów, które wcale nie są tutaj stróżami prawości i bezpieczeństwa. Są za to kobieciarzami, nie stronią od luksusów i toczą ze sobą walki. Co więcej, kto wie czy w ogóle wierzą w Boga...

Angelfall to przyjemna i dość lekka lektura, która ma w sobie to coś, co wciąga w prawie każdej młodzieżówce. Lekkość języka i przystępną fabułę, które sprawiają, że lekturę się po prostu pochłania za jednym razem. Osobiście nie mogłam się oderwać i z przyjemnością sięgnę po drugi tom. 
Zaintrygowała mnie ta wizja świata, w którym ludzie w przypływie strachu porzucili swoje dorobki życiowe, uciekając przed złymi istotami, które z założenia powinny być tymi dobrymi.
Jak ludzie poradzą sobie z tym wszystkim i z całą postapokaliptyczną rzeczywistością?
Mam nadzieję, że rozwinięcie historii będzie równie wciągające.
Ogólnie polecam, szczególnie czytelnikom w wieku głównej bohaterki oraz osobom, które szukają wciągającej lektury.

7/10

piątek, 5 lutego 2016

Zmierzch...

Dzień dobry!
Sesja wciąż trwa, dlatego mam naprawdę głupie pomysły (coś w stylu: dawno nie szorowałam wszystkich podłóg szczoteczką do zębów, to jest najlepsza pora). Jak zapewne wie każdy, kto jest studentem, w czasie, kiedy powinno się przyswajać wiedzę, milion innych zajęć jest ciekawszych. 
U mnie różnie to bywa, ale wśród głupich pomysłów znalazło się odświeżenie sobie Zmierzchu.
Najpierw pokusiłam się na film, ale jego poziom jest tak żenujący, że zrezygnowałam w połowie. Postanowiłam natomiast ponownie przeczytać książkę.
Ostatni raz czytałam ją chyba w gimnazjum. Moje odczucia były wtedy zgoła różne od obecnych. 
Na koniec tego długiego wstępu dodam jeszcze, że biję się z myślami czy kupić "nową" wersje Zmierzchu, czy też sobie darować. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła...



Stephenie Meyer | Zmierzch (tom I) | Wydawnictwo Dolnośląskie | 416 stron

   Bella Swan przeprowadza się do Forks, żeby spędzić ze swoim ojcem więcej czasu i pozwolić mamie na szczęście w nowym małżeństwie. Nie jest zbyt pozytywnie nastawiona do tego miejsca, ponieważ przez większą część roku pogoda jest tu depresyjna. Deszcz i mgły są na porządku dziennym, a do tej pory dziewczyna mieszkała w słonecznym Phoenix.
Mimo niezbyt pozytywnego nastawienia do tej małej mieściny, główna bohaterka zdaje się powoli odnajdywać w nowej sytuacji. Ponadto jej zainteresowanie wzbudza rodzina Cullenów. Tajemnicze, piękne rodzeństwo. Kim są i dlaczego nie szukają kontaktu z innymi? Dlaczego Edward tak dziwnie reaguje na Belle? I wreszcie czy poznanie prawdy jest możliwe, a ponad wszystko bezpieczne?

 Muszę przyznać, że całkiem miło było wrócić do znanej mi historii. Ta opowieść to typowy "rozluźniacz". Przy pierwszym kontakcie z tą książką na pewno czuje się pewne napięcie, ale kiedy zna się już to wszystko, staje się ona przyjemną lekturą.
Co prawda nie wzbudza ona już takiego zachwytu, jak dziesięć lat temu, ale nie jest to najgorszy romans dla nastolatek, jaki znam.
Bella - główna bohaterka jest bezpłciowa. Zero charakteru, brak typowo nastoletnich zachowań, bezgraniczne uwielbienie dla Edwarda. 
Edward też nie powala osobowością, chociaż ma to swój urok. Tajemniczy, piękny, niebezpieczny, a jednocześnie opiekuńczy.

Język powieści do górnolotnych nie należy, a przy niektórych dialogach, albo opisach scen nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Bywały śmieszniejsze momenty, znalazłoby się też coś dobrego, ale w większości książka pisana jest prostym językiem. Idealnym dla nastoletnich czytelników.
Jest coś w tej książce, co doceniam. To nie tajemnica, że skierowana jest do nastoletnich czytelników, ale nie ma w niej erotycznych wątków. Mamy tutaj miłość nastolatki i wampira, ale jest ona przedstawiona w nieco niewinny sposób. 
W swoim życiu przeczytałam kilka młodzieżówek i wszędzie, na porządku dziennym staje się to, że szesnastoletnie bohaterki prędzej czy później lądują ze swoimi miłościami w łóżku. Mało tego, sceny te są naprawdę dokładnie opisane. Trochę to moim zdanie nie do końca w porządku. Zostawmy coś nastoletniej wyobraźni. Tutaj nie spotkamy się z czymś takim.

Wracając jednak do tematu, Zmierzch jest mimo wszystko miłą lekturą. Niezbyt skomplikowaną, niezbyt wyszukaną, ale nie najgorszą w swoim gatunku.
Gdybym miała córkę w wieku szesnastu lat, spokojnie poleciłabym jej tę historię. 
Starszy czytelnik może odebrać ją jako zbyt infantylną, ale nadal przyjemną.
Ja z przyjemnością do niej wróciłam. Szybko się ją czytało. Wciąż uważam ją za lepszą od filmowego odpowiednika i mimo wszystko lepszą od serii Pamiętniki Wampirów. Stephenie Meyer może i nie jest mistrzynią w swojej dziedzinie, ale wciąż lepiej jej to wychodzi niż pani L.J. Smith...

Lektura dobra na rozluźniający wieczór. 

6/10



wtorek, 12 stycznia 2016

Powód by oddychać...

Hej Kochani!
Książkę, o której dziś mowa, przeczytałam już jakiś czas temu, ale ciężko było mi sklepić na jej temat kilka poprawnych zdań. W końcu jednak postanowiłam spróbować...



Rebecca Donovan | Powód by oddychać (Oddechy, tom 1) | Wydawnictwo Feeria | 494 strony


        Emma jest inteligentną i pracowitą dziewczyną. Chyba nie ma rzeczy, w której nie byłaby dobra. Świetnie gra w piłkę nożną, koszykówkę, redaguje gazetkę szkolną i uczestniczy w wielu pozalekcyjnych zajęciach. Odlicza dni do ukończenia liceum. Nie kierują nią jednak te same pobudki, co niektórymi uczniami jej szkoły.
Dziewczyna stara się nie rzucać zbytnio w oczy, nie tylko w szkole. W domu robi wszystko, żeby nie być problemem. To jednak na niewiele się zdaje.
Jej życie to koszmar, który w dodatku musi ukrywać. Nawet jej bliska przyjaciółka Sara nie zna szczegółów domowych upokorzeń.
Wszystko stanie na głowie, kiedy w szkole pojawi się nowy chłopak - Evan. Z niezrozumiałych dla Emmy przyczyn, zaczyna się nią interesować, nie daje się łatwo zbyć. Tajemnice jednak bywają naprawdę destrukcyjne. Główna bohaterka nie chce wpuścić go do swojego świata, bo boi się konsekwencji takiego postępowania. Pociesza ją fakt, że do wyprowadzki jest już tylko...kilkaset dni.
Ku zdziwieniu głównej bohaterki, zainteresowanie Evana sprawi, że nagle więcej ludzi będzie chciało wkroczyć do jej świata. Ale tak nie może się stać. Nikt nie może poznać tajemnicy...

      Choć polubiłam Emmę ze względu na jej determinację w dążeniu do celu i chęć ochrony dzieci swojej ciotki, to zupełnie nie mogłam zrozumieć niektórych zachowań. Nie chciała wpuścić Evana do swojego świata, ale nie potrafiła zerwać z nim znajomości. Skoro tak to czy nie mogłaby choć trochę nakreślić sytuację? Czy nie mógł wiedzieć tyle, co jej najlepsza przyjaciółka? Przecież budowanie znajomości na kłamstwie lub tajemnicach nie może się dobrze skończyć... Ponadto trzymanie tego wszystkiego w sekrecie jest okropne. Nie wiem czy, gdybym była na jej miejscu, miałabym na tyle silną wolę. Myślę, że choć Emma kierowała się naprawdę szlachetnymi pobudkami w ukrywaniu faktów, to nie do końca wydaje się to słuszne. O pewnych sprawach powinno się mówić głośno.

   Całość bardzo dobrze się czyta, choć bohaterka momentami zachowuje się naprawdę dziecinnie. Z kolejnymi stronami opowieść nabiera tempa i tylko raz odłożyłam książkę zniechęcona (a przy tego typu historiach to naprawdę sukces). Końcówka była bardzo mocna i szokująca. Nie da się nie sięgnąć po następny tom. W każdym razie ja nie mogłam zakończyć i powoli zgłębiam kolejną część opowieści.

  Myślę, że książki pani Donovan nie trzeba specjalnie polecać. Sama za siebie mówi ocena na portalu lubimyczytac.pl
Ja również zachęcam do przeczytania tej opowieści. Szczególnie młodych czytelników.

7/10


środa, 6 stycznia 2016

Morze spokoju...


Katja Millay | Morze spokoju | Wydawnictwo Jaguar | 456 stron

   Nastya jest rozbita. Przeprowadza się do ciotki, żeby rozpocząć nowe życie z dala od tego przez co przeszła. Chce być kimś bez przeszłości, bez wszechogarniającego współczucia i niespełnionych marzeń. Jej życie zmienił jeden dzień, ale po nim nic już nie będzie takie, jak wcześniej.
Kiedy zauważa Josha, chłopaka traktowanego przez wszystkich dookoła jak zjawisko, tylko utwierdza się w przekonaniu, że nikt nie powinien się dowiedzieć o jej tragedii. Jednak z jakichś niezrozumiałych przyczyn, chce poznać jego nieszczęście. Może wtedy okaże się, że oboje są tak samo zniszczeni przez życie? 

Ta historia pokazuje, że najważniejszym jest nie okłamywać samego siebie. Koniecznie trzeba też dać sobie czas na żal w związku z naszymi porażkami. Nie można chować w sobie wszystkich naszych ran i każdego dnia tylko na nowo je rozdrapywać. Jeśli samemu jest się ze sobą szczerym, nie będzie to problemem także z innymi. Nastya chciała jednocześnie zachować w sobie przeszłość i w jakiś sposób ruszyć do przodu. Tragiczne wspomnienia nie dają jej pełnej swobody działania, a obecna rzeczywistość staje się złudzeniem.
Przychodzi jednak czas, że prawda musi wyjść na jaw. Tylko czy wtedy coś z dawnej osobowości pozostanie?

Morze spokoju to historia wciągająca i intrygująca. Co takiego przeżyła główna bohaterka, że stała się taką osobą? Jak to się stało, że bliżej dopuściła do siebie obcych niż własną rodzinę i czy zdobędzie się na to, żeby wreszcie przed kimś naprawdę się otworzyć?

Dla mnie to kolejna świetna książka. Choć Nastya miejscami mnie denerwuje i nie rozumiem jej postępowania, całość jest bardzo interesująca. Czytelnik, podobnie jak większość bohaterów, nie ma pojęcia, co się wydarzyło. Historię pochłania się na raz, żeby wreszcie poznać tajemnicę i rozwiązanie wszelkich zagadek. Ciekawość budzi także to czy bohaterka przerwie wreszcie ten czas tragedii i traumy, i czy wyjdzie na prostą.

Opowieść uświadamia, jak niszczy psychikę traumatyczne przeżycie, niespełnione marzenia i ciągłe rozczarowania...
Zdecydowanie polecam.

8/10

niedziela, 3 stycznia 2016

Duff. Ta brzydka i gruba...

Hej Kochani!
Witam Was po kolejnej długiej przerwie. Tak to już ostatnio u mnie jest, że na nic nie mam czasu, a do czytania nie mogłam się zebrać. Dziś jednak pełna zapału wzięłam do ręki książkę, którą od dawna chciałam przeczytać. I oto jestem.



Kody Keplinger | Duff. Ta brzydka i gruba. | Wydawnictwo HarperCollins | 336 stron

    Bianca ma siedemnaście lat i jest w ostatniej klasie liceum. Nie może się doczekać, kiedy wreszcie pójdzie na studia i wyjedzie z małego miasteczka Hamilton. Jej życie towarzyskie ogranicza się do cotygodniowego wypadu do lokalnego baru wraz ze swoimi "ładniejszymi" przyjaciółkami. W jeden z takich wieczorów szkolny casanova przysiada się do niej i żartuje z jej pozycji wśród przyjaciółek, co nieodwracalnie zmieni spojrzenie głównej bohaterki na jej osobę.
Nagle na jej głowę spadają jednak o wiele poważniejsze problemy, a Bianca będzie szukała odskoczni od własnych problemów. Zdesperowany człowiek postępuje irracjonalnie, nie myśląc o konsekwencjach. Nie oznacza to jednak, że da się ich uniknąć.

Choć historia jest przewidywalna, jak większość opowieści dla nastolatek, przyjemnie się ją czytało. To lekka lektura z odrobiną humoru.
Chciałabym jednak zwrócić uwagę na poważny temat, jaki da się wyłowić z treści tej książki.
Bianca w pełni akceptuje siebie aż do momentu, w którym ktoś zwraca jej uwagę na wygląd "odmienny" od przyjaciółek. Wtedy nagle bohaterka staje się dla siebie wyjątkowo krytyczna, a poczucie wartości ogromnie spada. Nagle zaczyna porównywać się z innymi dziewczynami, jednocześnie nie zauważając swoich atutów.
To jest bardzo realne w dzisiejszym świecie, w pogoni za idealnym ciałem, twarzą, fryzurą i uśmiechem. Być może ta książka jest w stanie uzmysłowić, jak niewiele trzeba, żeby przewrócić nastoletni świat do góry nogami.
Oczywiście w świecie Bianci dzieje się o wiele więcej trudnych sytuacji, ale tak naprawdę ta jedna uwaga na temat jej wyglądu zmotywuję ją do dalszego postępowania.
W tym przypadku można mówić o pewnych plusach całej sytuacji. Kto przeczyta/przeczytał, wie o czym mówię.
I choć mamy tutaj klasyczną młodzieżówkę, da się w niej dostrzec pewien pozytywny przekaz, co w moich oczach podnosi ogólną ocenę.

Może i pod względem językowym książka nie jest powalająca. Sama kreacja bohaterów bywa wyjątkowo zlekceważona, ale nie brak tu momentów, w których szczerze się uśmiechnęłam. Lubię książki z humorem i pewną swego rodzaju stylizację głównej bohaterki.
Myślę, że niejedna dziewczyna będzie mogła się utożsamić z Biancą. Dlatego też ta historia jest przyjemna i lekka w odbiorze. Może mówić o wielu z nas.
Jak najbardziej polecam na relaksujący wieczór...

7/10