Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/10. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 marca 2017

"Szkoła żon" Magdalena Witkiewicz


Magdalena Witkiewicz | Szkoła żon | Wydawnictwo Filia | 256 stron

Julka jest świeżo upieczoną rozwódką i postanawia oblać to wydarzenie ze znajomymi w klubie. Sama nie wie czy czuje się z tym dobrze, czy źle. Najważniejsze jest jednak to, że już po wszystkim.  Podczas wieczoru bierze udział w loterii organizowanej przez klub i wygrywa. Czeka ją trzy tygodnie w elitarnej Szkole Żon. Początkowo nie podoba jej się ta nazwa, ale po zapoznaniu się z "programem nauczania" postanawia spróbować. Teraz nie ma już nic do stracenia.
Jadwiga jest nauczycielką po pięćdziesiątce i jedyne porywy serca jakie przeżywa są związane z życiem bohaterów książek, które czyta co wieczór przy lampce wina. Żyje w swojej prywatnej "bajce" dopóki nie dowiaduje się o zdradzie wieloletniego męża. Wtedy też w jej ręce trafia ulotka Szkoły Żon. Postanawia zrobić coś dla siebie i zapisuje się na najbliższy turnus.
Misia jest młoda i jedyne czego pragnie to dać satysfakcję Misiowi. On jest jej jedyną miłością i dla niego jest w stanie zrobić wszystko. Pracuje w klubie, w którym można wygrać turnus w Szkole Żon. Po przeczytaniu ulotki postanawia, że tylko ta szkoła może nauczyć ją, jak dać spełnienie jej kochanemu.
Marta jest matką dwójki dzieci i znajomą właścicielki Szkoły Żon. Żyje na ciągłej diecie nie przynoszącej większych efektów i uważa się za największą przegraną w życiu. Kompletnie nie ma dla siebie czasu, a kiedy wreszcie znajduje chwile, zapełnia ją przyjemnością w postaci jedzenia. Szkoła Żon jest dla niej szansą uwierzenia w siebie i pokonania swoich demonów.


Historia jest przedstawiona z perspektywy wszystkich tych bohaterek, a okazyjnie także z punktu widzenia pobocznych bohaterów. Jak sama autorka deklaruje, miał to być erotyk dla kobiet. Z pewnością ta opowieść nim jest. Początkowo bardzo przypominała mi tę z Przystani posłuszeństwa Mariny Anderson, później historia poszła trochę w swoją stronę. 
Ta książka nie do końca przypadła mi do gustu, a to ze względu na to, że pojawia się w niej wątek romantyczny, w moim mniemaniu psujący całość. W wielu miejscach miałam wrażenie, że historia pędzi na łeb, na szyję. Autorka nie skupiła się na opisaniu czegoś dokładniej, tylko poświęciła temu niewiele uwagi. Niestety też pojawiła się jedna rzecz, która trąci mi hipokryzją u jednej z bohaterek, ale wolałabym nie rozwijać tej myśli, żeby zbytnio nie spoilerować. 

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale historia ma podobne elementy. Język opowieści jest lekki i dobrze czyta się całość, co jest zdecydowanym plusem. Bohaterki to zwykłe kobiety, które z pewnością istnieją w realnym świecie, co także nadaje opowieści prawdziwości. Jeśli zaś chodzi o samą Szkołę Żon - myślę, że to całkiem interesująca koncepcja, ale raczej nie miała by szansa na przetrwanie w polskich realiach. Zaraz okrzyknięto by to miejsce, burdelem dla bogatych kobiet lub czymś na ten kształt. Liczyłam też, że w samej opowieści z książki coś takiego się wydarzy, ale... 

Ogólnie rzecz biorąc mogę polecić tę książkę każdej kobiecie lubiące gorące romanse. Jest to opowieść dobra na wieczór, na rozluźnienie, a nawet z odrobiną humoru. Dla bardziej wymagających czytelników, raczej niekoniecznie dobra pozycja.


6/10

czwartek, 16 marca 2017

"Szklany tron" Sarah J. Maas


Sarah J. Maas | Szklany tron (tom I) | Wydawnictwo Uroboros | 520 stron

Celaena Sardothien myślała, że dokończy żywota w kopalni i już nigdy nie zazna w życiu czegoś dobrego. Pewno dnia nieoczekiwanie zostaje wyciągnięta z nieludzkich warunków i to przez samego syna króla Erilei. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Jej dalsze losy stoją pod znakiem zapytania. Ma szansę stać się Królewską Obrończynią, ale musi pokonać przeciwników. W końcu zanim trafiła do kopalni, była znana w całym państwie jako najlepsza zabójczyni. Czy uda jej się pokonać rywali?

Szklany tron to kolejna powieść z serii skierowanej głównie do nastolatek. Przede wszystkim ze względu na niezbyt wymagającą i ambitną historię. 
Główna bohaterka jest krnąbrna i pewna swoich doskonałych umiejętności na wielu polach. Była przecież szkolona przez najlepszego. Absolutnie nie czuje wdzięczności do przyszłego władcy za to, że wyciągnął ją z istnego piekła na ziemi. Nie czuje też jednak wobec niego niechęci. Winą za wszelkie zło obarcza głównie jego ojca. Sama bardzo szybko przyzwyczaja się do zamkowych i dworskich wygód. Aż dziwne, że wśród tego wszystkiego potrafiła się skupić na swoim zadaniu.
Podczas pobytu w Szklanym Zamku Celaena zawiera nowe znajomości, zbliża się do następcy tronu i odkrywa mroczne tajemnice. Oprócz tego, że musi wygrać starcie o stanowisko Królewskiej Obrończyni, musi rozwiązać też dużo bardziej skomplikowaną zagadkę. Może sama nie jest świadoma swojej wartości i przeznaczenia jakie ją czeka? Nie wszyscy na dworze są jej przychylni i tylko dzięki swoim sprzymierzeńcom uda jej się uniknąć śmierci.

Książka Sarah J. Maas ma bardzo dobrą opinię w sieci i głównie z tego powodu postanowiłam ją przeczytać. Minęło już trochę czasu odkąd zakończyłam lekturę, więc moje wrażenia nie są "świeże". 

Świat stworzony przez autorkę jest bardzo tajemniczy i z każdą kolejną stroną uchyla się nam rąbek tajemnicy. Wszystko to jest jednak bardziej skomplikowane niż nam się wydaje. Kiedyś w Erilei magia była na porządku dziennym. Teraz jest czymś zakazanym, a mimo to wielu z niej korzysta. Czy aby na pewno bez wiedzy króla?
Książe natomiast wplątuje się w dość dziwną relację z główną bohaterką. Tylko czas pokaże, co z tego wyniknie.
Celaena  jest młodą, niebrzydką i tajemniczą dziewczyną. A przede wszystkim jest bardzo niepozorna. Skrywa swoją tożsamość przed innymi uczestnikami starcia o miano Obrońcy Królewskiego, jest pyszałkowata i lubi postawić na swoim. Bezwzględnie dąży do wyznaczonego sobie celu, bo tylko to trzyma ją przy życiu w tych bezwzględnych i niesprawiedliwych czasach.

Po raz kolejny spodziewałam się po książce wiele więcej niż dostałam. A wszystko to z powodu zachwytów, z jakimi spotkałam się na blogach i na youtube. W moim odczuciu jednak nie jest to książka zachwycająca. Jest po prostu dobra. Czytało się ją dość przyjemnie, choć niekiedy krnąbrność i pewność siebie głównej bohaterki mocno mnie irytowały. Wiele sytuacji poddałabym pewnym wątpliwościom ze względów logistycznych, ale nie będę może rozkładać książki na części pierwsze.
Książka nie zrobiła na mnie wrażenia, jakiego się spodziewałam, ale umiliła mi kilka wieczorów. 
6/10


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Wybrani...


C.J.Daugherty | Wybrani (tom I) | Wydawnictwo Otwarte | 440 stron

Allie jest niepokorną nastolatką, która robi wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Maluje włosy, ubiera się ekstrawagancko, a przede wszystkim właśnie została aresztowana po raz trzeci tego roku. Rodzice mają po wyżej uszu jej nieposłuszeństwa, w związku z czym postanawiają znaleźć dla niej szkołę, która pomoże nastolatce wyjść na prostą. Pewnego dnia oświadczają Allie, że trafia do Cimmeri - szkoły, o której dziewczyna nigdy nie słyszała. To, co zastaje zaraz po przybyciu do nowej dla niej placówki, przekracza jakiekolwiek wyobrażenia bohaterki. 
Oto szkoła, w której nikt nie znalazł się przypadkiem. Jej uczniowie są dziećmi/wnukami znaczących osobistości. Dlaczego więc trafiła tam ta krnąbrna nastolatka? Wszyscy próbują się tego dowiedzieć, z główną bohaterką na czele. Aurę tajemniczości dopełnia "Nocna szkoła" dostępna tylko dla wybranych. Allie niczego nie może się dowiedzieć, ale w Cimmeri zaczynają się dziać coraz bardziej niebezpieczne rzeczy...

Allie początkowo miała być bohaterką-buntowniczką. Zapowiadała się naprawdę obiecująco, ale zaraz po przekroczeniu progów nowej szkoły cały jej charakter legnie w gruzach. Byłam zawiedziona. Bardzo chciałam, żeby wreszcie główna bohaterka nie była taka szablonowa, żeby nie miała w sobie nic z cukierkowej nastolatki. Ale... Cimmeria całkowicie pozbawiła ją charakteru. W nowym miejscu Allie staje się typową nastolatką, która trafia do szkoły wymagającej dużo pracy i po prostu się podporządkowuje. Mało tego. Staje się (oczywiście) obiektem pożądania. Jest w końcu w szkole nowa i nie może jej się oprzeć nawet najbardziej wybredny chłopak z Cimmeri. 
Choć książkę czyta się przyjemnie i szybko, to brak w niej elementów zaskoczenia. 
"Nocna szkoła" była czymś, co na początku bardzo mnie zainteresowało. Szczerze mówiąc wyobrażałam sobie na jej temat o wiele więcej niż powinnam. Spodziewałam się po niej czegoś zupełnie innego. Mimo wszystko jest to jakiś plus dla fabuły tej książki.

Podsumowując uważam, że jest to książka dobra dla młodzieży, na jakieś leniwe popołudnie. Nie jest to zbyt ambitna literatura, a główna bohaterka raczej nie stanie się idolką milionów. Mimo to, dobrze czyta się tę opowieść, w związku z czym, mogę ją polecić.

6/10




Gdyby kogoś zastanawiało, co się ze mną działo przez tyle czasu... No cóż, niezwykle ciężko jest mi teraz wygospodarować czas na czytanie dla przyjemności, ponieważ wracam do szkolnych lektur. Mam nadzieję, że uda mi się jednak wracać tu częściej niż raz na pół roku.
Pozdrawiam serdecznie!

  

wtorek, 6 września 2016

Black Ice

Z zamiarem przeczytania tej książki nosiłam się długi, długi czas. Niestety cały czas pojawiało się coś nowego, w związku z czym plany te odsuwały się w czasie. Wreszcie jednak zaczęłam po prostu czytać. I tak oto dzielę się z Wami moją opinią o kolejnej przeczytanej przeze mnie książce autorstwa Becca'i Fitzpatrick. Autorkę znam z serii Szeptem, którą czytałam dawno temu, ale jak najbardziej przypadła mi do gustu. Czy tak samo było i tym razem?


Becca Fitzpatrick | Black Ice | Wydawnictwo Otwarte | 400 stron

Britt postanowiła wybrać się ze swoją najlepszą przyjaciółką na wyprawę w góry, do której solidnie przygotowywała się przez rok. W ten sposób chciała pokazać sobie i między innymi swojemu ex-chłopakowi, że jest zaradna i potrafi sobie poradzić nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Nie przypuszczała jednak, że los z niej zadrwi i przyjdzie się jej zmierzyć z prawdziwym niebezpieczeństwem, a od jej zaradności i umiejętności będzie zależeć jej życie. W zupełnie niewinnych okolicznościach Britt i jej koleżanka zostają zatrzymane jako zakładniczki, a umiejętność poruszania się po górach jest jedyną kartą przetargową głównej bohaterki. Dziewczyna będzie miała okazję wiele nauczyć się o sobie, a także dostrzec prawdziwe oblicza znanych jej ludzi. Nie zawsze bowiem są oni tymi, za których się podają.

          Szczerze mówiąc mam pewną zasadę odnośnie książek, które wpasowują się w tematykę young adult - nie wymagać od nich z byt wiele. Takie podejście idealnie się sprawdza. W ten sposób nie irytuje mnie ich przewidywalność, szablonowość i inne tego typu cechy.

Z takim nastawieniem podeszłam do lektury Black Ice. Muszę przyznać, że spodobało mi się pewne nowatorstwo opowieści polegające na pomyśle uprowadzenia głównej bohaterki. Nadaje to całości pewnego dreszczyka. Cała reszta jednak - od charakteru bohaterki po rozwiązanie jest w pewien sposób przewidywalne aż do bólu.
Nie sprawia to jednak, że jestem krytycznie nastawiona do tej pozycji książkowej. Początkowo miałam ochotę skrytykować brak konsekwencji w budowaniu opowieści, która objawia się szczególnie w opisach ekstremalnych sytuacji, ale trzeba dać sobie z tym spokój. Może nie każdy zwróci na to taką uwagę. Bynajmniej nie odbiera to przyjemności z czytania. Można natomiast na podstawie tej historii stwierdzić, że autorka raczej nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji i nie ma zielonego pojęcia, jak faktycznie niebezpiecznie byłoby być wtedy Britt. Patrząc jednak na to z perspektywy fikcji książkowej, cała sytuacja pozwala na odczuwanie pewnego napięcia podczas czytania i ciągłej chęci poznania dalszych losów bohaterów. Resztę pominę milczeniem. Jak wspomniałam na początku, nie ma co zbyt wiele wymagać od takich historii, oprócz miło spędzonego czasu podczas lektury.

Muszę przyznać, że przyjemnie się czytało Black Ice i nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Znalazłam kilka zabawnych momentów, co również traktuję jako plus całej historii.
Opowieść dobra dla rówieśniczek głównej bohaterki oraz poszukiwaczy lekkiej lektury z nutą świeżości w fabule young adult.

6/10 


piątek, 8 kwietnia 2016

Kości w proch...

              Kiedy Temperance Brennan była małą dziewczynką, a życie zmusiło jej rodzinę do przeprowadzki, poznała Evangeline. Szybko stały się najlepszymi przyjaciółkami i nawet odległość dzieląca ich przez większą część roku nie była im w stanie przeszkodzić. To miała być przyjaźń do końca życia. Tylko że pewnego dnia Evangeline zniknęła.

Po latach w ręce pani antropolog trafiają kości młodej dziewczynki. Tempe przypomina sobie stare czasy i postanawia dowiedzieć się, co stało się z jej najlepszą przyjaciółką. Czy istnieje możliwość, że to kości Evangeline trafiły na stół autopsyjny Brennan?
Powrócą wspomnienia z dzieciństwa. W poszukiwaniu informacji pomoże siostra Harry, dzięki czemu stworzą zespół do zadań specjalnych. Tylko czy naprawdę chcą znać zakończenie?



Kathy Reichs | Kości w proch (Temperance Brennan tom 10) | Wydawnictwo Red Horse | 496 stron


           Bardzo długo nie mogłam przebrnąć przez tę historię. Trudno było mi się wgryźć w opowieść. Wydaje mi się, że w swoich poprzednich książkach pani Reichs lepiej budowała napięcie. Jej historie wciągały mnie od pierwszej strony, a tym razem tak niestety nie było. Choć chciałam się dowiedzieć, co stało się z Evangeline i autorka podsuwała coraz nowsze tropy, jakoś mało było w tym sensacyjności w obliczu całej tej historii. Sprawa rozwiązuje się dość zaskakująco muszę przyznać, ale nie ma efektu WOW. Jakoś beznamiętnie przeszłam przez całą opowieść, nawet szczególnie nie dziwiąc się zakończeniu. Brak mi tu było tego dreszczyku emocji, kiedy główna bohaterka wplątuje się w naprawdę niebezpieczne sytuacje, co oczywiście później skutkuje poważnymi kłopotami i olbrzymią dawką adrenaliny (dla bohaterki i odrobinę dla czytającego). Być może pani Reichs nie chciała powielać schematu, ale szczerze mówiąc, trochę mi tego tu brakowało.
Ogólnie lektura nie była zła, ale i nie najlepsza. Już sięgnęłam po kolejny tom, który zapowiada się lepiej. Mam nadzieję, że tym razem autorka mnie nie zawiedzie.

6/10

środa, 16 marca 2016

Ściśle tajne...


Alex Kava | Ściśle tajne (Ryder Creed - tom II) | Wydawnictwo HarperCollins Polska | 336 stron

 Po raz kolejny spotykamy się z trenerem psów poszukiwawczych, Ryderem Creed'em. Tym razem zostaje wysłany na teren katastrofy naturalnej, w miejsce osunięcia się ziemi. Z pewnością pogrzebanych i zaginionych jest wielu. Creed ma jednak za zadanie odnaleźć naukowców z rządowego ośrodka badawczego, którzy prawdopodobnie byli w budynku, w momencie osunięcia terenu.Wszelkie informacje dotyczące badań i personelu są ściśle tajne, Creed'owi ciężko wydobyć cokolwiek od swojego pracodawcy. Mimo to, decyduje się na podjęcie tego zadania, jest bowiem dłużnikiem przedstawiciela rządu.
Maggie O'Dell została poproszona o pojawienie się na miejscu osuwisk jako osoba godna zaufania. Poprosił ją o to sam Benjamin Platt, więc nie mogła odmówić. Sytuacja jednak staje się coraz bardziej skomplikowana, nikt nie chce udzielić jej rzetelnych informacji, a wiele rzeczy wydaje się bardzo  podejrzanych...
Czy Maggie i Ryderowi uda się dociec prawdy?

      Muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać momentu, kiedy przeczytam tę książkę. Jeśli ktoś zna moje opinie wie, że jestem wielką fanką Alex Kavy. Teraz jednak z bólem serca muszę powiedzieć, że się zawiodłam.
Przyjemnie czytało mi się tę historię, jak zawsze w przypadku Kavy, ale moim zdaniem autorka nie wykorzystała potencjału opowieści. Miała naprawdę świetny pomysł na fabułę, w dodatku obsadziła dwoje swoich głównych bohaterów po "przeciwnych" stronach, więc wystarczyło tylko rozwinąć skrzydła. Tak się niestety nie stało, a ja beznamiętnie zamknęłam książkę po przeczytaniu ostatniej strony.
Wszystko wydarzyło się jakoś za szybko, bez dłuższego rozwinięcia wielu wątków. Nagle też miałam wiele zastrzeżeń do języka. Może nie w całości, ale zdarzały się momenty, kiedy odbierałam pewne dialogi/opisy jako dość infantylne. Nie twierdzę jednak, że to wina autorki. Może to ja się zmieniłam i już nie odbieram tego wszystkiego jak dawniej. Teraz na pewne romantyczne zachowania bohaterów miałam ochotę uderzyć się w czoło.

Podsumowując, w porównaniu do poprzednich książek autorki, ta wypada blado. Wydaje się być napisana "na szybko", bez zbędnego wdawania się w szczegóły, co niestety obniża w moich oczach ogólną ocenę. 
Nadal uwielbiam autorkę i jej bohaterów, ale czekałam na coś lepszego. 

6/10

piątek, 5 lutego 2016

Zmierzch...

Dzień dobry!
Sesja wciąż trwa, dlatego mam naprawdę głupie pomysły (coś w stylu: dawno nie szorowałam wszystkich podłóg szczoteczką do zębów, to jest najlepsza pora). Jak zapewne wie każdy, kto jest studentem, w czasie, kiedy powinno się przyswajać wiedzę, milion innych zajęć jest ciekawszych. 
U mnie różnie to bywa, ale wśród głupich pomysłów znalazło się odświeżenie sobie Zmierzchu.
Najpierw pokusiłam się na film, ale jego poziom jest tak żenujący, że zrezygnowałam w połowie. Postanowiłam natomiast ponownie przeczytać książkę.
Ostatni raz czytałam ją chyba w gimnazjum. Moje odczucia były wtedy zgoła różne od obecnych. 
Na koniec tego długiego wstępu dodam jeszcze, że biję się z myślami czy kupić "nową" wersje Zmierzchu, czy też sobie darować. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła...



Stephenie Meyer | Zmierzch (tom I) | Wydawnictwo Dolnośląskie | 416 stron

   Bella Swan przeprowadza się do Forks, żeby spędzić ze swoim ojcem więcej czasu i pozwolić mamie na szczęście w nowym małżeństwie. Nie jest zbyt pozytywnie nastawiona do tego miejsca, ponieważ przez większą część roku pogoda jest tu depresyjna. Deszcz i mgły są na porządku dziennym, a do tej pory dziewczyna mieszkała w słonecznym Phoenix.
Mimo niezbyt pozytywnego nastawienia do tej małej mieściny, główna bohaterka zdaje się powoli odnajdywać w nowej sytuacji. Ponadto jej zainteresowanie wzbudza rodzina Cullenów. Tajemnicze, piękne rodzeństwo. Kim są i dlaczego nie szukają kontaktu z innymi? Dlaczego Edward tak dziwnie reaguje na Belle? I wreszcie czy poznanie prawdy jest możliwe, a ponad wszystko bezpieczne?

 Muszę przyznać, że całkiem miło było wrócić do znanej mi historii. Ta opowieść to typowy "rozluźniacz". Przy pierwszym kontakcie z tą książką na pewno czuje się pewne napięcie, ale kiedy zna się już to wszystko, staje się ona przyjemną lekturą.
Co prawda nie wzbudza ona już takiego zachwytu, jak dziesięć lat temu, ale nie jest to najgorszy romans dla nastolatek, jaki znam.
Bella - główna bohaterka jest bezpłciowa. Zero charakteru, brak typowo nastoletnich zachowań, bezgraniczne uwielbienie dla Edwarda. 
Edward też nie powala osobowością, chociaż ma to swój urok. Tajemniczy, piękny, niebezpieczny, a jednocześnie opiekuńczy.

Język powieści do górnolotnych nie należy, a przy niektórych dialogach, albo opisach scen nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Bywały śmieszniejsze momenty, znalazłoby się też coś dobrego, ale w większości książka pisana jest prostym językiem. Idealnym dla nastoletnich czytelników.
Jest coś w tej książce, co doceniam. To nie tajemnica, że skierowana jest do nastoletnich czytelników, ale nie ma w niej erotycznych wątków. Mamy tutaj miłość nastolatki i wampira, ale jest ona przedstawiona w nieco niewinny sposób. 
W swoim życiu przeczytałam kilka młodzieżówek i wszędzie, na porządku dziennym staje się to, że szesnastoletnie bohaterki prędzej czy później lądują ze swoimi miłościami w łóżku. Mało tego, sceny te są naprawdę dokładnie opisane. Trochę to moim zdanie nie do końca w porządku. Zostawmy coś nastoletniej wyobraźni. Tutaj nie spotkamy się z czymś takim.

Wracając jednak do tematu, Zmierzch jest mimo wszystko miłą lekturą. Niezbyt skomplikowaną, niezbyt wyszukaną, ale nie najgorszą w swoim gatunku.
Gdybym miała córkę w wieku szesnastu lat, spokojnie poleciłabym jej tę historię. 
Starszy czytelnik może odebrać ją jako zbyt infantylną, ale nadal przyjemną.
Ja z przyjemnością do niej wróciłam. Szybko się ją czytało. Wciąż uważam ją za lepszą od filmowego odpowiednika i mimo wszystko lepszą od serii Pamiętniki Wampirów. Stephenie Meyer może i nie jest mistrzynią w swojej dziedzinie, ale wciąż lepiej jej to wychodzi niż pani L.J. Smith...

Lektura dobra na rozluźniający wieczór. 

6/10



poniedziałek, 9 listopada 2015

Za żadne skarby...

Bez zbędnych wstępów. Do rzeczy...




Vera Falski | Za żadne skarby | Wydawnictwo Otwarte | 440 stron

Ewa Ochnik jest doktorantką w kierunku mikrobiologii na uniwersytecie w Olsztynie. Jej życie jest względnie poukładane, udało jej się wyrwać z rodzinnej wsi i zdobyć wykształcenie. Teraz powinno być tylko dobrze. Jej osobistym sukcesem miał być wyjazd na zagraniczny, prestiżowy staż. W dniu, który miał być dla niej bramą do lepszego życia, spada na nią przykra wiadomość o śmierci jej matki. Nagle nad Ewą zawiśnie pytanie: czy wróci na mazurską wieś? 

Główna bohaterka - Ewa wydawała mi się na początku całkiem poukładaną i mądrą dziewczyną. Wraz z kolejnymi stronami książki moja opinia o niej niestety ulegała zmianie i to wcale nie na lepsze. Jestem w stanie zrozumieć jej niechęć wobec rodzinnego domu, w którym nie zaznała tak wiele szczęśliwych chwil. Wiąże się raczej z nieustannymi problemami i swego rodzaju zacofaniem. Z jednej strony rozumiem postępowanie dziewczyny. Chciała realizować swoje plany, śmierć matki nie mogła całkowicie zmienić jej życia, bo któregoś dnia ból minie, a czas będzie biegł nieuchronnie zapominając o szlachetnych pobudkach. Szansa na wyjazd zagraniczny nie trafia się każdego dnia. Ponadto starania o niego wymagały wytężonej pracy, która nie powinna zostać zapomniana. 
Kiedy bohaterka wraca do domu i zderza się z rzeczywistością, staje przed trudnymi wyborami. Żaden nie wydaje się odpowiedni.
Jedno zdarzenie może jednak postawić sprawy w całkiem innym świetle. Nie bez znaczenia będzie tutaj obecność lokalnego milionera - Aleksandra Kropiwnickiego.

Przez cały czas miałam wrażenie, że akcja książki idzie do przodu w jakimś szalonym tempie i jedyne, co może zrobić to jeszcze bardziej przyspieszyć. To odczucie nie opuściło mnie do ostatniego zdania. Opowieść zaczyna się całkiem zwyczajnie, a potem nagle wszystko jest nie tak. Ta mądra dziewczyną, którą była na początku Ewa, nagle staje się coraz bardziej irytująca w swoich samolubnych zachowaniach. 
Kiedy do historii wkrada się wątek romansowy, miałam ochotę przestać czytać. Czekałam na jakiś moment grozy, dowód przykrej, okropnej bądź dramatycznej tajemnicy. Krótko mówiąc, ten wątek był dla mnie najcięższy do przebrnięcia - flaki z olejem. Wszystko działo się jak w tanim i mało ambitnym romansie i nie mogłam się doczekać jego końca. 
Wreszcie, kiedy zaczęło się dziać... No no... Opowieść wkraczyła na całkiem nowy poziom. Odtąd czytało się jakby zupełnie inną opowieść. Z napięciem czytałam kolejne strony czekając na rozwiązanie akcji. 
Wyjaśnił się także powód pojawiania się tych "dziwnych" fragmentów i muszę przyznać, że słusznie oceniałam ich wkład w opowieść. 

Ogólnie rzecz ujmując, książkę dość szybko się czyta. Historia sama w sobie momentami jest banalna do bólu, później zaskakująca, aż w końcu jakby wyrwana z całkiem innej książki.
Przez to trudno powiedzieć jednoznacznie czy jest to dobra pozycja, czy też zwykły średniak. Ode mnie jednak bardzo wysokich not nie zdobędzie.


6/10