Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lipca 2015

Pamiętniki Wampirów - Przebudzenie...

Hej Kochani!
W moim przypadku planowanie tego, co przeczytam w najbliższym czasie nie działa. Zawsze w między czasie znajdę coś innego, co koniecznie muszę zacząć już teraz i całe moje plany idą w łeb. Podobnie było w tym przypadku. Jak pisałam w ostatnim poście, bardzo chcę wreszcie przebrnąć przez Wierną Veronici Roth, ale... Ostatnio nadrabiam serialowe zaległości, w związku z czym ponownie zaczęłam oglądać Pamiętniki Wampirów. Kiedyś też robiłam podejście do książek. Doszłam wreszcie do wniosku, że nic nie szkodzi spróbować skonfrontować serial z serią i... oto jest dzisiejszy post.


L.J. Smith | Przebudzenie (Pamiętniki Wampirów, tom 1) | Wydawnictwo Amber | 216 stron 

     Elena Gilbert jest królową szkoły w Fell's Church. A może należałoby powiedzieć, że nią była. Wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego wszystko może się zmienić. Pojawia się nowy uczeń - Stefano Salvatore - tajemniczy, przystojny i... niedostępny. Elena postanawia, że bez względu na wszystko, zdobędzie chłopaka i dowie się, jaką skrywa tajemnicę. Pomoc deklarują jej przyjaciółki - Bonnie i Margareth. Czy uda im się zdobyć sympatię Stefano? Ile będzie ich to kosztowało? I co stało się ze spokojnym i bezpiecznym Fell's Church wraz z początkiem roku szkolnego?

Wraz z ponownym sięgnięciem po Pamiętniki Wampirów przypomniałam sobie powód mojej dezercji poprzednim razem. 
Książkowa Elena Gilbert jest zgoła różna od swojej serialowej odpowiedniczki. Postać, z którą mamy do czynienia na kartach powieści niejednokrotnie doprowadzała mnie do szału (miałam ochotę tłuc głową o ścianę). Początkowo główna bohaterka odznacza się jak dla mnie wyjątkowym pustactwem i płytkością. Jestem królową tej szkoły, wszyscy mnie kochają, jak on mógł nawet na mnie nie SPOJRZEĆ?! What the hell? Naprawdę miałam ochotę odłożyć książkę albo wyciągnąć ją z tej opowieści i porządnie nią potrząsnąć. Elena zachowywała się jak rozpuszczony bachor, któremu nikt nigdy i niczego w życiu nie odmówił. Potem nieco się uspokoiła albo to ja się do niej przyzwyczaiłam. Koniec końców z czasem przestała mnie tak drażnić.
Stefano Salvatore przez prawie całą opowieść pozostaje tajemniczy. Stąd także moje zdziwienie, kiedy kontakty jego i Eleny wchodzą na nowy poziom. No i za każdym razem, kiedy Elena wyskakiwała do niego z jakimś wyznaniem...no cóż, łapałam się za głowę.

W moim odczuciu opowieść jest wciągająca, ale bohaterowie nie są jej najmocniejszą stroną. Brakowało mi tu jakiejś szerszej opowieści o Bonnie i Margareth, zarysu ich przyjaźni, przeszłości, czegokolwiek co pozwoliłoby na lepszą ocenę tych postaci. Brakowało mi także szerzej przedstawionego tematu szkoły i relacji, jakie w niej panowały. A ponad wszystko zbyt szybko zmienia się temperatura pomiędzy głównymi bohaterami - Eleną i Stefano. Wolałabym, żeby opowieść była dłuższa i treściwsza. To tyle moich zarzutów, żeby zbyt surowo nie ocenić książki.

Jeśli chodzi i to, jak się ma książka do serialu... Nie ma się. Serialowi bohaterowie i ich historię są w zasadzie zupełnie różni od książkowych odpowiedników, Zgadzają się chyba tylko ich imiona. Osobiście większą sympatią darzę Elenę z serialu...

Dla wszystkich wielbicieli opowieści o wampirach Pamiętniki mogą być rozluźniającą lekturą. Nie jestem do tej serii specjalnie przyjaźnie nastawiona. Uważam, że nie jest to najlepsza książka tego typu, jaką miałam w rękach.

5/10

* zdjęcie okładki pochodzi ze strony lubimyczytac.pl



wtorek, 5 maja 2015

Ten jedyny...

Cześć Kochani!
Jak obiecałam, jestem z nową opinią.
Książka wpadła w moje ręce przypadkiem. Kiedyś czytałam jakąś powieść tej autorki i postanowiłam skorzystać z możliwości przeczytania kolejnej...



Emily Giffin | Ten jedyny | Wydawnictwo Otwarte | liczba stron: 480 | moja ocena: 5/10

  Shea  mieszka w Walker, jest maniaczką futbolu i w związku z tym całe jej życie kręci się wokół tego. Nawet spotyka się z byłym członkiem akademickiej drużyny futbolowej, a jej życiowym guru jest Trener Carr.

Życie dziewczyny nie jest usłane różami. Jej rodzice są po rozwodzie, a przy jej wychowaniu pomagali rodzice najlepszej przyjaciółki. Teraz Lucy ma swoją rodzinę - męża i córeczkę, a Shea wciąż prowadzi życie wolne od zobowiązań. Wszystko zmienia się, kiedy umiera żona Trenera i matka jej przyjaciółki... Czy Shea posłucha rad bliskich i ułoży sobie wreszcie życie?

Bohaterka wydaje mi się naprawdę sympatyczną osóbką, ale ma kilka mocno irytujących cech. Przykładem może być to ciągłe uwielbienie Trenera Carra. Ciągłe idealizowanie jego osoby wręcz mnie dziwiło. W końcu bohaterka nie jest nastolatką, a kobietą po trzydziestce (albo coś takiego), więc takie szczeniackie zagrywki zrozumiałabym, gdyby nie jej wiek.
Niektóre jej zachowania nie wskazywały, jakoby miała być dojrzałą kobietą i nieco mnie to denerwowało. Jej związki zaczynają się nagle i są bardzo burzliwe. Ale właściwie po co je ciągnie, skoro zdaje sobie sprawę z miłości do kogoś innego?
Sam jej "wybranek"... no cóż. Nie chcę spojlerować, ale dla mnie ta miłość jest mocno naciągana.

Po przeczytaniu tej książki złapał mnie kac i to wcale nie dlatego, że była taka dobra. Wręcz przeciwnie. Nie było tu dla mnie ani krzty zaskoczenia. Banał na banale i tyle.
Z tego co pamiętam, poprzednie książki pani Giffin bardziej mi się podobały. Ta jest dla mnie zwyczajna i na pewno do niej nie wrócę. 

Jeśli ktoś szuka lekkiej lektury, to może się na nią skusić, ale nie spodziewajcie się powalającej historii. To jedna ze słabszych książek, jakie czytałam. Raczej nie polecam.

*zdjęcie okładki pochodzi ze strony lubimyczytac.pl 



niedziela, 26 kwietnia 2015

Coś do ocalenia...

Hej Hej!
Jak mówiłam wcześniej, ostatnio czytanie mnie wciągnęło...
Po książkę, o której dzisiaj będę pisać sięgnęłam, ponieważ jakiś czas temu czytałam inną pozycję tej autorki. Nawet przypadła mi do gustu, więc stwierdziłam, że wezmę się za kolejną.



Cora Carmack | Coś do ocalenia (seria Coś do stracenia) | Wydawnictwo Jaguar | liczba stron: 320 | moja ocena: 6,5/10

   Kelsey Summers skończyła studia, ma bogatych rodziców i szuka wrażeń. Podróżuje po Europie w poszukiwaniu przygody, ale za tym wszystkim kryje się też coś głębszego. Dziewczyna czuje się trochę zagubiona w swoim świecie, ale wszelkie problemy stara się zagłuszyć alkoholem i niezobowiązującym seksem. Wszystko zmienia się, gdy w klubie spotyka Hunta. 
Czy dziewczyna będzie potrafiła nawiązać z nim głębszą relację? I dlaczego właściwie on wydaje jej się inny niż wszyscy?

Oboje mają tajemnicę i nie wiadomo czy po ich ujawnieniu wciąż będą patrzeć na siebie w ten sam sposób...

No cóż. Nie powiem, że nie wciągnęła mnie ta opowieść. Przeczytałam ją w jeden dzień. Głównie ze względu na to, że to jedna z tych historii, które są proste i mało zaskakujące. Od początku wiedziałam, że kiedy idylla nadejdzie, musi wydarzyć się coś przykrego. Co prawda jest to dopiero druga książka pani Carmack, którą czytam, ale da się zauważyć pewien schemat. Bohaterowie spotykają się w przypadkowy sposób, najpierw nic ich nie łączy, potem coś jednak do nich dociera i... bum. Bomba, jakaś nagła informacja, tragedia, wydarzenie...

Nie ma w tym nic złego. Naprawdę dobrze się czyta i miło spędziłam z książką czas. Podobnie jak w Coś do ukrycia , mamy tu pikantniejsze sceny.
Nie podobało mi się, w jaki sposób tajemnica wyszła na jaw. I w sumie sama tajemnica też jakoś do mnie nie przemówiła.

Ogólnie jednak książka nie jest zła. Dobra na "odmóżdżenie" i przeczytanie czegoś niezobowiązującego. Jeśli podobały się Wam dwie poprzednie książki, ta także będzie w porządku.

Tymczasem, ja mówię: do następnego! 
* miałam się przyczepić jeszcze do kilku rzeczy, ale zdecydowałam, że nie będę taka krytyczna xD

*zdjęcie okładki pochodzi ze strony lubimyczytac.pl