Cześć Kochani!
Jak przygotowania świąteczne? Mam nadzieję, że już prawie wszystko przygotowane i możecie myśleć o odpoczynku. U mnie powolutku kończymy najważniejsze rzeczy. Dzisiaj ubrałam choinkę i wreszcie czuję, że święta już tuż tuż.
Dziś raczej nietypowo, bo o filmie, na którym byłam w niedzielę. Jakiś czas temu pisałam Wam o książce (link do recenzji) i dzisiaj chciałam powiedzieć kilka słów o różnicach w ekranizacji w stosunku do książki.
Najpierw może o głównych bohaterach i ich odtwórcach. Nie miałam jakiejś szczególnej wizji Alexa i Rosie - tak się czasem u mnie zdarza, kiedy czytam książkę. W każdym razie, filmowi bohaterowie jak najbardziej przypadli mi do gustu. Lily Collins, która w ogóle nie przypadła mi do gustu jako Clary w Mieście kości, jako Rosie była idealna. Zarówno wizualnie, jak i z charakteru.
Sam Claflin jako Alex także sprawdził się niemal idealnie, choć momentami jego fryzura żyła własnym życiem.
Jeżeli chodzi o stosunek treści do ekranizacji to:
- odstępstwa od książki są bardzo duże; momentami miałam wrażenie, że jedyna łącząca z książką rzecz to imiona bohaterów; zmiany są zarówno w koligacjach rodzinnych, jak i w wydarzeniach.
- kolejność wydarzeń i ich przebieg niewiele ma wspólnego z tym co działo się w książce; zgadzają się niekiedy tylko ogólne zarysy;
- Ruby, najlepsza przyjaciółka Rosie jest zdecydowanie młodsza niż w książce;
- bohaterowie schodzą się zdecydowanie wcześniej;
- Alex nie ma dzieci, a przecież w książce miał ich aż dwoje;
Mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale wtedy opowiedziałabym cały film.
Rzecz w tym, że mimo znajomości książki i tych wszystkich różnic, film oglądało się bardzo dobrze. Było nieco humoru i tragedii. Całość dość spójnie przedstawiona.
Dlatego polecam obejrzenie filmu i czytającym, i nie znającym treści. Film jest naprawdę w porządku.
Domyślam się, że przed świętami nie dam rady dodać recenzji, więc już teraz życzę Wam wszystkich radosnych, rodzinnych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia. Obyście znaleźli chwilę na refleksję nad najważniejszymi w tych dniach wydarzeniami i czas dla bliskich, z którymi na co dzień się nie spotykacie. Najlepszego!
* zdjęcie pochodzi ze strony lubimyczytac.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam Claflin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sam Claflin. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 grudnia 2014
wtorek, 18 listopada 2014
Love, Rosie/Na końcu tęczy...
Cześć Kochani!
Dziś znowu będzie o książce, którą poznałam dzięki zbliżającej się
ekranizacji i jej zwiastunowi.
Książka pierwotnie została wydana pod tytułem Na końcu tęczy. Film natomiast
nosi tytuł Love, Rosie, a
głównych bohaterów grają Lily Collins znana z roli Clary Fray w ekranizacji Miasta kości oraz Sam
Claflin szerszemu gronu znany z roli Finnicka w drugiej części Igrzysk śmierci - W pierścieniu ognia.Bardzo bym
chciała móc już obejrzeć ten film, ale obawiam się, że będę musiała jeszcze
sobie poczekać...
Autor: Cecelia Ahern
Tytuł: Love, Rosie/Na końcu tęczy
Wydawca: Akurat
Liczba stron: 512
Data wydania: 3 grudnia 2014 (pod nowym tytułem)
Moja ocena: 4.5/5
Rosie i Alex znają się od zawsze. razem bawili się w wojnę, spali
u siebie, uciekali z domu. Odkąd się poznali, byli niemal nierozłączni. Nie
mieli poza sobą przyjaciół, ale nikt inny nie był im do szczęścia potrzebny.
Przecież zawsze mieli dla siebie czas i wiedzieli o sobie wszystko.
Ich rodzice razem byli wzywani do szkoły i wyjaśniali kilka
nieporozumień pomiędzy tą dwójką.
Skoro więc bohaterowie znają się od urodzenia i zawsze się ze sobą
przyjaźnili, nigdy nie narodzi się między nimi inne, głębsze uczucie. Czy na
pewno?
Rosie Dunne nie ma w życiu lekko. Odkąd jej najlepszy przyjaciel
wyprowadził się z rodzicami do Bostonu, świat zdaje się drwić z niej w każdym
momencie życia. Jeden moment, wieczór, który miała spędzić z najlepszym
przyjacielem zmienił jej życie na zawsze.
Alex Stewart stara się wspierać swoją przyjaciółkę, nawet będąc
tysiące kilometrów od niej. Czy jednak taka przyjaźń może przetrwać?
I czy bohaterowie nie widzą, kim naprawdę dla siebie są?
Książka jest napisana w nieszablonowy sposób, ponieważ nie mamy
tutaj ciągłego opowiadania z jednej czy drugiej perspektywy. Mamy natomiast
wiadomości, listy, maile, rozmowy za pomocą jakichś komunikatorów.
Pierwszy raz czytałam współczesną opowieść w takim formacie i
początkowo myślałam, że w końcu nastąpi koniec tej wymiany wiadomości i zacznie
się wreszcie prawdziwa opowieść. W końcu jednak zrozumiałam, że nic takiego nie
nastąpi.
Bynajmniej nie ujmuje to książce uroku, wręcz przeciwnie. Książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie.
Mimo tego niesie ze sobą spory ładunek emocji, które towarzyszyły mi podczas czytania całej historii. Cały czas czekałam w napięciu, kiedy nastąpi ten konkretny moment. Ale jednocześnie denerwowałam się z bohaterami, czułam przygnębienie i śmiałam się. Jest tu naprawdę dużo momentów, w których można się pośmiać, głównie ze względu na język użyty przez autorkę. Wszelkie te wiadomości są raczej w swobodnym i potocznym języku. Znajdą się także błędy ortograficzne, z których na prawdę się uśmiałam.
Ostatecznie książkę oceniam bardzo dobrze. Za sprawą formy, treści i stylu. Jak już wspomniałam, szybko się czyta, bawi, ale też historia tu ukazana nie jest tak całkiem bezwartościowa. Nie znajdzie się tu cukierkowych rozwiązań. Przede wszystkim życie Rosie nie jest kolorowe i pełno w nim rzeczywistych zdarzeń.
Gorąco polecam, zwłaszcza że w empik'u można ją kupić za 9.90 (zamawiając przez internet z odbiorem w salonie). Taniej nie może być, a sama będę wracać do tej historii nie raz. Jestem tego pewna...
*zdjęcie okładki pochodzi ze strony lubimyczytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)

