piątek, 9 września 2016

Never Never...

Ta książka trafiła w moje ręce przypadkiem. Postanowiłam, że potrzebuję nowej książki i po prostu ją zamówiłam...


Collen Hoover, Tarryn Fisher | Never Never | Wydawnictwo Moondrive | 383 strony

   Charlie i Silas są nastolatkami, którzy znają się od dziecka, a w końcu stają się parą i są nierozłączni. Ich życie jednak niespodziewanie odwraca się do góry nogami, co powoli oddala ich od siebie. Miłość musi się skończyć. Nie przewidują jednak, że któregoś dnia zapomną... kim są, gdzie są, a może nawet to, co do siebie czują...
Każde z nich chce się dowiedzieć, co się dzieje, jak do tego doszło i co będzie dalej.

Kiedy zaczęłam czytać tę opowieść, byłam pewnie nie mniej zdezorientowana niż główna bohaterka. Wkrótce jednak z przyjemnością wczytywałam się w kolejne strony, odkrywając kolejne fakty z życia Charlie i Silasa.
Ta para jest dziwna, ale też w jakiś dziwny sposób idealna. To nadaje całej opowieści swego rodzaju cukierkowości, ale nie odebrało mi to przyjemności z czytania. 
Bardzo podoba mi się pomysł autorek na utratę pamięci, która nie jest całkowita, a dotyczy tylko najważniejszych faktów z życia. Nie odbiera natomiast umiejętności czy wiedzy zdobytej w szkole. Przynajmniej nie do końca.
Książkę czyta się przyjemnie i w ciągłym oczekiwaniu na rozwiązanie - dlaczego bohaterowie borykają się z tym problemem i jak mogą zapobiec kolejnemu zapomnieniu. Czas ucieka, informacji jest ogrom. 
Ta opowieść tak bardzo przypadła mi do gustu, że wybaczyłam pewne oczywistości, które się w niej pojawiają, a które są tak popularne w historiach young adult. Przeczytanie jej zajęło mi dwa dni, ale to też wiąże się ze swego rodzaju lekkością książek Collen Hoover. Zdaję sobie sprawę, że nie pisała tej opowieści sama, ale nie zmieniło to mojego odbioru. Wcześniejsze jej książki czytało mi się równie dobrze. Miały w sobie coś takiego, że chciało się je czytać, były zabawne, więc były po prostu przyjemne.
Dokładnie takie wrażenia mam po lekturze Never never. Podchodziłam do tej książki z dystansem, którego wyzbyłam się po kilku stronach z przyjemnością śledząc zmagania głównych bohaterów.

Polecam tę książkę wszystkim lubiącym styl autorki Hopeless, a także szukającym przyjemnej i wciągającej lektury.

7/10

wtorek, 6 września 2016

Black Ice

Z zamiarem przeczytania tej książki nosiłam się długi, długi czas. Niestety cały czas pojawiało się coś nowego, w związku z czym plany te odsuwały się w czasie. Wreszcie jednak zaczęłam po prostu czytać. I tak oto dzielę się z Wami moją opinią o kolejnej przeczytanej przeze mnie książce autorstwa Becca'i Fitzpatrick. Autorkę znam z serii Szeptem, którą czytałam dawno temu, ale jak najbardziej przypadła mi do gustu. Czy tak samo było i tym razem?


Becca Fitzpatrick | Black Ice | Wydawnictwo Otwarte | 400 stron

Britt postanowiła wybrać się ze swoją najlepszą przyjaciółką na wyprawę w góry, do której solidnie przygotowywała się przez rok. W ten sposób chciała pokazać sobie i między innymi swojemu ex-chłopakowi, że jest zaradna i potrafi sobie poradzić nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach. Nie przypuszczała jednak, że los z niej zadrwi i przyjdzie się jej zmierzyć z prawdziwym niebezpieczeństwem, a od jej zaradności i umiejętności będzie zależeć jej życie. W zupełnie niewinnych okolicznościach Britt i jej koleżanka zostają zatrzymane jako zakładniczki, a umiejętność poruszania się po górach jest jedyną kartą przetargową głównej bohaterki. Dziewczyna będzie miała okazję wiele nauczyć się o sobie, a także dostrzec prawdziwe oblicza znanych jej ludzi. Nie zawsze bowiem są oni tymi, za których się podają.

          Szczerze mówiąc mam pewną zasadę odnośnie książek, które wpasowują się w tematykę young adult - nie wymagać od nich z byt wiele. Takie podejście idealnie się sprawdza. W ten sposób nie irytuje mnie ich przewidywalność, szablonowość i inne tego typu cechy.

Z takim nastawieniem podeszłam do lektury Black Ice. Muszę przyznać, że spodobało mi się pewne nowatorstwo opowieści polegające na pomyśle uprowadzenia głównej bohaterki. Nadaje to całości pewnego dreszczyka. Cała reszta jednak - od charakteru bohaterki po rozwiązanie jest w pewien sposób przewidywalne aż do bólu.
Nie sprawia to jednak, że jestem krytycznie nastawiona do tej pozycji książkowej. Początkowo miałam ochotę skrytykować brak konsekwencji w budowaniu opowieści, która objawia się szczególnie w opisach ekstremalnych sytuacji, ale trzeba dać sobie z tym spokój. Może nie każdy zwróci na to taką uwagę. Bynajmniej nie odbiera to przyjemności z czytania. Można natomiast na podstawie tej historii stwierdzić, że autorka raczej nigdy nie znalazła się w podobnej sytuacji i nie ma zielonego pojęcia, jak faktycznie niebezpiecznie byłoby być wtedy Britt. Patrząc jednak na to z perspektywy fikcji książkowej, cała sytuacja pozwala na odczuwanie pewnego napięcia podczas czytania i ciągłej chęci poznania dalszych losów bohaterów. Resztę pominę milczeniem. Jak wspomniałam na początku, nie ma co zbyt wiele wymagać od takich historii, oprócz miło spędzonego czasu podczas lektury.

Muszę przyznać, że przyjemnie się czytało Black Ice i nie zajęło mi to zbyt wiele czasu. Znalazłam kilka zabawnych momentów, co również traktuję jako plus całej historii.
Opowieść dobra dla rówieśniczek głównej bohaterki oraz poszukiwaczy lekkiej lektury z nutą świeżości w fabule young adult.

6/10 


wtorek, 30 sierpnia 2016

Kiedy odszedłeś...

Po wspaniałej i rozrywającej serce pierwszej części - Zanim się pojawiłeś, koniecznie musiałam przeczytać kontynuację. Jakie są moje wrażenia?


Jojo Moyes | Kiedy odszedłeś | Wydawnictwo Między Słowami | 496 stron

Lou próbuje żyć po całej historii związanej z Willem, która tak nieodwracalnie zmieniła jej życie i postrzeganie świata. Łatwo było mówić chłopakowi, który sam postanowił zakończyć swoją egzystencję, żeby ona czerpała z życia garściami. Niestety pozbieranie się po stracie wymaga od głównej bohaterki wielkiego samozaparcia. 
Kiedy przez przypadek dochodzi do wypadku, a ona trafia do szpitala, wszyscy jej bliscy myślą, że to była próba samobójcza. Głowna bohaterka będzie chciała wszystkim udowodnić, że to nic z tych rzeczy, ale włoży w to wiele sił.
Will i pamięć o nim wciąż będzie wracać, a to za sprawą nowych faktów związanych z jego przeszłością. Nagle pojawiają się pytania, co by było gdyby...
Lou musi nauczyć się żyć od nowa i bezboleśnie wspominać czas spędzony z mężczyzną, którego pokochała, po to, by ktoś inny mógł choć ze wspomnień dowiedzieć się, jak wspaniałym człowiekiem był. 
Choć nowa miłość po tak nagłej utracie przychodzi trudno, w końcu trzeba się na nią otworzyć i to właśnie próbuje zrobić główna bohaterka. Będą lepsze i gorsze dni, a przede wszystkim nastąpi wiele nieporozumień....

Początkowo trudno było mi się wciągnąć w fabułę tej powieści. W pewien sposób nastawiałam się na to, że kontynuacja Zanim się pojawiłeś będzie się mocno wpisywała w schematy. Na szczęście autorka potrafiła mnie zaskoczyć, jednocześnie kreując bohaterkę tak, że utożsamić się z nią mogła każda samotna dziewczyna, której miłość/związek w taki czy inny sposób runęły w gruzach. Trudno było czytać historię, w której Will nie jest już żywym bohaterem, ale po pewnym czasie poznawałam wreszcie nową historię, która równie mocno mnie wciągnęła. Na szczęście tym razem moje serce nie zostało rozerwane na milion kawałków i tym razem nie płakałam nad losem bohaterów.
Kiedy wreszcie skończyłam czytać Kiedy odszedłeś było mi jedynie przykro, że to koniec tej historii. Chętnie przeczytałabym kolejny tom...

Dla wszystkich zachwyconych pierwszą książką Jojo Moyes, ta nie powinna być rozczarowaniem. Trzeba jej tylko dać szansę i nie porównywać z poprzedniczką. Gwarantuję, że wtedy opowieść stanie się równie ciekawa i emocjonująca.

Polecam.

7/10


niedziela, 10 lipca 2016

Zanim się pojawiłeś...

Kiedy zrobiło się o tej książce głośno, zastanawiałam się, czym ludzie się tak zachwycają. Popularność książki Jojo Moyes odrzucała mnie. Aż któregoś pięknego dnia moja koleżanka pojechała do kina i po powrocie nie mogła przestać opowiadać o wspaniałości tego filmu. Wtedy postanowiłam, że przeczytam tę książkę. Muszę wiedzieć, o co ten cały szum.


Jojo Moyes | Zanim się pojawiłeś | Wydawnictwo Świat Książki | 382 strony

      W życiu każdego z nas jest moment, kiedy wszystko przewraca się do góry nogami, kiedy musimy opuścić naszą strefę komfortu i zacząć żyć zupełnie inaczej, ponieważ nagle pojawia się sytuacja bez wyjścia. 
Louisa Clark od lat pracowała w kawiarni niedaleko swojego rodzinnego domu, spotykała się z chłopakiem od siedmiu lat i wydawało jej się, że wszystko jest na swoim miejscu. Aż pewnego dnia otrzymała wymówienie. Kawiarnia przestała istnieć, a ona nagle musiała zacząć zastanawiać się nad nowym źródłem dochodu. W końcu ma dwadzieścia siedem lat i musi zarabiać, musi pomagać rodzicom. Kiedy jej chłopak znajduje ogłoszenie o pracy, w charakterze opiekunki dla niepełnosprawnego, Lou nie zapatruje się na nią z nadzieją. Nie ma doświadczenia w takiej pracy, więc marne szanse, że dostanie posadę. Jak się później okaże, cała sytuacja jest dziwniejsza niż główna bohaterka mogła przypuszczać, a życie jeszcze nie raz ją zaskoczy.


Louisa jest jedną z tych dziwnych bohaterek - ma swój specyficzny styl ubierania się, nie potrzebuje nieskończonej liczby przyjaciół, spotyka się z chłopakiem i sama siebie przekonuje, że to dla niej najlepsze. Sama zamyka sobie świat przed nosem. Nie chce wyprowadzać się z rodzinnego miasta mimo niewielu możliwości rozwoju na miejscu. Wszystko to dzieje się nie bez powodu. Jej światopogląd będzie musiał się niemal całkowicie zmienić, kiedy na jej drodze pojawi się Will. Młody, niepełnosprawny i niesympatyczny gość, którym będzie próbowała się opiekować, a którego sytuacja tylko z pozoru jest jasna i przewidywalna. Dziewczyna powoli będzie składać historię swojego podopiecznego ze szczątków rozmów i relacji rodziny. Kiedy uda jej się do niego dotrzeć, okaże się, że korzyści z tej znajomości są obopólne.
Sparaliżowany chłopak pomoże Lou spojrzeć na siebie z innej strony i być może nieco zmieni jej podejście do życia i przyszłości. Wiele będzie musiało się zmienić i nie wszystko będzie łatwe i przyjemne. 

Ta historia złamała mi serce. Po tym, jak skończyłam czytanie, płakałam dobre kilka minut, ciężko powiedzieć, nad czym konkretnie. To jedna z tych opowieści, która niby dąży do nieuniknionego zakończenia, a i tak czytelnik może być nieco rozczarowany, że właśnie tak to wszystko musiało się potoczyć. Ja przynajmniej miałam takie odczucia. Cały czas spodziewałam się oczywistego, ale wciąż miałam nadzieję, na moment zaskoczenia.

Choć opowieść może wydawać się banalna, ja tak do niej nie podchodzę. Podoba mi się konstrukcja bohaterów i całej historii. Autorka pozwala nam poznać losy Lou i Willa, a dzięki temu możemy ocenić ich postępowanie według własnego uznania. Ciężko jest ich oceniać za ich decyzje, znając kontekst i prognozy na przyszłość, co nie umniejsza mojego żalu z powodu rozwiązania sytuacji. 
Bardzo polecam tę książkę, ponieważ daje możliwość wyobrażenia sobie sytuacji, w której próżno szukać pozytywów, a przez to pozwolić sobie na refleksje nad swoim życiem. W końcu każdy z nas na coś narzeka. Może dzięki historii Willa, znajdzie się powód do radości, bo przecież są ludzie, którzy mają o wiele gorsze życie, wbrew wszystkiemu. Sam przypadek jednego z głównych bohaterów - porażenie czterokończynowe, nie jest fikcją autorki, tacy ludzie na świecie istnieją, dzięki czemu opowieść nabiera wiarygodności. Sama sytuacja materialna bohatera może budzić pewne kontrowersje, ale spójrzmy na to w ten sposób - pieniądze nie zawsze wszystko załatwią. Jeżeli coś jest nieosiągalne, żadna suma na koncie tego nie zmieni. I właśnie Will jest tego najlepszym przykładem.

Książka, jak dla mnie, dobra i godna polecenia. 

7/10 


  

niedziela, 29 maja 2016

Diabelskie kości...

Postawiłam sobie za punkt honoru, że przeczytam wszystkie książki z serii o Temperance Brennan i konsekwentnie realizuję swój plan. Dzisiaj o kolejnej części opowieści o jednej z moich ulubionych bohaterek.

Kathy Reichs | Diabelskie kości (Temperance Brennan, tom 11) | Wydawnictwo Red Horse | 464 strony


Temperance Brennan nie układa się ostatnio najlepiej. Jej związek z przystojnym detektywem staje pod znakiem zapytania, w pracy ma wzloty i upadki. Do laboratorium pani antropolog trafia niecodzienny przedmiot badań. W kotłach wypełnionych ziemią znajdują się kości zwierzęce i...ludzkie. Czy to rytualny mord, a może jakieś satanistyczne praktyki? Żeby rozwiązać tę zagadkę doktor Brennan będzie musiała zaczerpnąć wiedzy. Będzie wiele błędnych poszlak, w dodatku nie obejdzie się bez ofiar. Finał będzie zaskakujący.

Pani antropolog daje radę. Choć powiem szczerze, że spodziewałam się zupełnie innego rozwiązania sprawy, nie powiem, żebym się zawiodła. Jak zwykle oprócz wciągającej lektury mamy też garść informacji. Tym razem o różnych ruchach pesudoreligijnych, że pozwolę sobie tak to nazwać. Pierwszy raz czytałam o wiccanach, ale jestem teraz bogatsza o tę wiedzę.
Zawiodłam się nieco na charakterze głównej bohaterki, mianowicie na jej złamaniu abstynencji. Nie spodziewałabym się po niej tego, a także konsekwencji, jakie to za sobą poniosło. Ponownie czekam na rozwinięcie wątku "antropolog-detektyw=miłość", mam nadzieję, że moje serce nie zostanie złamane. Autorka nie może mi tego zrobić.

Akcja toczy się znanym z poprzednich części rytmem. Niby przez to książka, a właściwie akcja jest nieco przewidywalna, ale w tym wypadku zupełnie mi to nie przeszkadza. Bohaterka jest już dla mnie jak stara znajoma. Nawet jej teksty są przyjemnie znane, dlatego z ochotą sięgam po kolejny tom serii. To jak kontynuowanie znajomości z kimś z o wiele większą wiedzą ode mnie.

Szkoda, że rozwinięcie nie poszło nieco w inną stronę, ale i tak nie jest źle. Dla wszystkich wielbicieli serii, to jest miła kontynuacja.
W moich rękach już następna część.
Wam wszystkim serdecznie polecam książki Kathy Reichs.


wtorek, 24 maja 2016

Szukając Alaski...

Książka Johna Green'a czekała na mojej półce na tak zwane lepsze czasy. Po przeczytaniu Gwiazd naszych wina wiedziałam, że chcę poznać inne dzieła tego autora. Mimo wszystko zawsze jednak zaczynałam coś innego. W końcu nadeszła ta wiekopomna chwila i zaczęłam Szukając Alaski.



John Green | Szukając Alaski (seria: Myślnik) | Wydawnictwo Bukowy Las | 320 stron

Miles rozpoczyna naukę z dala od rodziców i dotychczasowej codzienności. Nagle trafia do obcego dla siebie świata i nie do końca wie czy jest mu w nim dobrze. Jego współlokator szybko jednak nawiązuje z nim nić porozumienia, a także wtajemnicza go w kampusowe i szkolne życie. Dzięki Pułkownikowi Miles poznaje Alaskę. Dziewczynę o stu twarzach i niejednolitym charakterze. Alaska jest dla głównego bohatera zagadką, fascynacją, a w końcu miłością. Ponadto jednak staje się jego przyjaciółką i kolejną przewodniczką w pokrętnej rzeczywistości.
Happy endy są tanie. Dlatego tu takiego nie ma.

Alaska mnie wkurzała. Była tak dziwną postacią, że nie wiedziałam sama czy ją lubię, czy nienawidzę. Miles wydawał się być trochę jak dziecko we mgle, które potrzebuje przewodnika i owszem był nim jego współlokator i po części właśnie ta dziewczyna, ale nie podobało mi się to, jak podchodziła do głównego bohatera. Może i dziewczyny są niezdecydowane, ale nie ma nic gorszego niż wodzenie kogoś za nos. A Alaska chyba to lubiła. Tak mi się przynajmniej wydawało. Poza tym, bezmyślność jej niektórych zachowań mnie poraża. I to jakie konsekwencje ze sobą niosą. Nie chcę tu zbyt mocno spoilerować. Ci, którzy czytali wiedzą, o co może mi chodzić.
Wszystko to jednak jest bardzo prawdziwe. 
Podoba mi się to, jaki jest Miles - trochę ciapowaty, bezradny, szczeniacki. Przez to jednak realny. 
Uwielbiam jego współlokatora, dzięki któremu główny bohater nie jest cichym, nowym uczniem bez towarzystwa. Lubię w nim to, że nie wstydzi się tego, kim jest i skąd pochodzi.
Alaskę też da się lubić, ale za jej samolubne zachowanie można ją znienawidzić. 

Przez większą część książki dobrze się bawiłam. Zastanawiałam się tylko, co odliczamy (fragmenty są zatytułowane jak oczekiwanie na coś ważnego, np. 101 dni przed). Kiedy wydarzyło się to, co się wydarzyło, przyszła refleksja. Nie tylko nad tym, co w książce, ale nad moim życiem i moim przypuszczalnym zachowaniem w podobnej sytuacji.

Trudno było mi napisać o tej książce dlatego, że sama nie wiem, jak się do niej ustosunkować. Lubię postaci, które nie są płaskie. Szczególnie ci główni bohaterowie są w jakiś sposób skonstruowani. Czytając tę historię nie czułam się jak poboczny, niedoinformowany obserwator, tylko jak uczestnik wydarzeń. Za to lubię tę książkę.
Sama opowieść jest słodko-gorzka. Znajdę w niej momenty, które były dla mnie w jakiś sposób żenujące, ale niespecjalnie zmieniają one moją ogólną ocenę.
Chyba zwyczajnie lubię tego autora i to jak pisze, bo ponownie, pomimo niecukierkowej historii, jestem zadowolona z lektury. Czuję, że to mogłoby się wydarzyć i dzięki temu nie mogę skreślić tej książki.

Nie jest to może wybitna literatura, ale ma coś w sobie. Moim zdaniem nasuwa pewną refleksję. Postrzegam to, jako ogromny plus, stawiając opowieść trochę wyżej niż przeciętne młodzieżówki.

Polecam!

8/10

czwartek, 12 maja 2016

Fangirl...

Ta książka od dawna czekała na swoją kolej wśród innych, które zamierzałam przeczytać. Znałam nazwisko autorki, ale nie czytałam żadnej jej powieści. O Eleonorze i Parku słyszałam tyle różnych opinii, że sama nie miałam już na nią ochoty, a po Fangirl sięgnęłam z ciekawości i w perspektywie pięciogodzinnej drogi autobusem. Jeśli śledzicie mnie na Facebook'u wiecie, że miałam mieszane uczucia...


Rainbow Rowell | Fangirl | Wydawnictwo Otwarte | 380 stron

Cath ma siostrę bliźniaczkę i właśnie rozpoczyna swój pierwszy rok studiów na Uniwersytecie w Nebrasce. W akademiku trafia na zakręconą współlokatorkę, która jest zupełnie inna niż jej bliźniaczka, z którą miała nadzieję mieszkać. Dziewczyna ma problem z odnalezieniem się w nowym miejscu, sytuacji, a także z pogodzeniem swojego nowego życia z pisaniem fanfiku, który stał się internetowym fenomenem. W dodatku zajęcia z pisania powieści zmuszają ją do spróbowania czegoś zupełnie nowego i rzucenia się na głęboką wodę. Czy Cath będzie miała tyle odwagi, żeby podjąć się zadania?
Czasami zmiany są dobre, pozwalają nam spojrzeć na niektóre rzeczy z dystansem. Głównej bohaterce było to potrzebne i z pewnością zaowocowało w przyszłości.

Jak już wspominałam, mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Czytało mi się ją lekko i nawet dość przyjemnie. Zarwałam przez nią noc, tak bardzo chciałam wiedzieć, co będzie z opowiadaniem głównej bohaterki i premierą ostatniego tomu fikcyjnej powieści o Simonie Snow. Było wiele momentów, kiedy wybuchałam śmiechem, więc nie mogę całkowicie skreślić tej powieści.
Ale... Kiedy ją czytałam, czułam się jakbym już wyrosła z tego typu historii. Podświadomie czekałam na powielenie schematu młodzieżówki, choć muszę przyznać, że pomysł jest ciekawy i dobrze rozwinięty. Mimo to mam odczucie pewnego niedosytu...
Główna bohaterka, podobnie jak cała reszta postaci przewijających się przez karty powieści wydaje mi się...płaska. Nie czuję się tak, jakbym po przeczytaniu książki znała ją na wylot. Jej zachowania były pokrętnie zakręcone i tylko ona wie, dlaczego zachowywała się tak, a nie inaczej. 
Muszę powiedzieć, że spodziewałam się zupełnie innej relacji ja-bohaterka, bo sama kiedyś pisałam fanfika i wydawało mi się, że jakoś bardziej utożsamię się z Cath. Ale to nie jest problem. Przecież tak nie musiało być. 
Dziewczyna ta była w mojej głowie zupełnie bezkształtna, bo z fragmentów opisu wyglądu Cath rozrzuconych po całej powieści  ciężko było mi dojść do konkretnego wyobrażenia. Ponadto jak na dziewczynę pełnoletnią miewała zachowania bardzo dziecinne i przez to, dla mnie - czytelniczki bardzo irytujące. Nie tylko głównej bohaterki nie mogłam sobie wyobrazić. To samo dziwne uczucie towarzyszyło mi przy innych postaciach. Levi raz był w mojej głowie sympatyczny, wysoki i przystojny, by za chwilę stać się lekko łysiejącym chłopakiem nie umiejącym czytać ze zrozumieniem. 
Przy końcówce liczyłam na nutkę dramatyzmu, która nie nastąpiła, przez co jeszcze trudniej jednoznacznie ocenić opowieść.

Podobnie jak wszystkie młodzieżowe historie, które wpadły w moje ręce ostatnimi czasy, ta także będzie dobra dla dziewczyn w wieku bohaterki 18/19 lat. Być może łatwiej będzie im się utożsamić z Cath i nie będzie ona dla nich zbyt drażniąca.
Dla mnie książka była miłą i lekką lekturą, która uatrakcyjniła mi powrót do domu. Ogólnie mogę ją polecić wszystkim tym, którzy od książki nie wymagają wiele, a szukają czegoś niezobowiązującego.

6,5/10

wtorek, 26 kwietnia 2016

Łabędzi śpiew...

Podobnie jak w przypadku poprzedniej książki, ta również zafascynowała mnie podczas moich poszukiwań literatury postapokaliptycznej. To było moje pierwsze spotkanie z panem McCammonem, ale na pewno nie ostatnie.



Robert McCammon | Łabędzi śpiew. Księga I | Wydawnictwo Papierowy księżyc | 524 strony

Pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją dochodzi do konfliktu atomowego, w wyniku którego świat nigdy już nie będzie taki sam. Zginęli niewinni ludzie i głowy państw. Na świecie pozostała tylko garstka ocalałych, którzy szukają sposobu na dalsze życie. 
Panuje głód i powszechna nienawiść, choć łatwo znaleźć drugiego człowieka jako towarzysza podróży do... no właśnie, dokąd?
Ziemia w obliczu zagłady, nowe rządy, nowa rzeczywistość. Nagle nic nie jest pewne, a na każdym kroku czyha zło, gotowe by zaatakować. Czy pozostali po katastrofie będą umieli przetrwać w tej rzeczywistości i czy istnieje ku temu jakikolwiek sens?

Robert McCammon niemal od razu wprowadza nas w świat grozy i zniszczenia. Mamy tylko chwilę na zorientowanie się w sytuacji, kiedy to, co nam współczesne przestaje istnieć. Nagle pojawia się nieznane. Zastanawiałam się, w jaki sposób przeżyli ci ludzie, którzy stają się bohaterami książki. Czy apokalipsa nie powinna charakteryzować się całkowitym zniszczeniem? 
Wśród ocalałych mamy tu niezłe osobistości: małą dziewczynkę, zapaśnika, wariatkę (chociaż powinnam ją nazwać byłą wariatką), byłego żołnierza i chłopca. Oczywiście na świecie ocalało więcej ludzi, ale głównie na tych wymienionych skupia się autor. Ich losy są bardzo różne. Każde z nich miało jakąś odrobinę szczęścia i przeżyło atomowy atak. Wydawać by się mogło, że najgorsze już za nimi, ale... Jak żyć w świecie doszczętnie spalonym, gdzie każdy dzień jest walką o wodę, jedzenie i schronienie. 
Każde z nich znajduje cel, do którego dąży. Do końca może nie jest on zrozumiały, ale daje nadzieję i nadaje sens życiu po katastrofie.

Autor dość dokładnie opowiada o krajobrazie po "apokalipsie" i w dość interesujący sposób buduje historię. Tak naprawdę zmusza do sięgnięcia po następny tom, bo wbrew pozorom niewiele wyjaśnia w Księdze I. Ja na pewno sięgnę  po kontynuację, bo ciekawość mnie zżera: co będzie z dziewczynką, z Nawiedzoną i żołnierzem. Jak będzie wyglądać ich egzystencja w świecie, w którym życie nie powinno mieć racji bytu.

Ciekawie przedstawiony świat, a także "wątek magiczny", że tak to ujmę. Bardzo chcę poznać dalszą część.
Polecam!

8/10

środa, 20 kwietnia 2016

Angelfall...

W poszukiwaniu książek do mojego referatu konferencyjnego trafiłam na panią Susan Ee. Zaintrygowała mnie wizja, którą autorka zaoferowała w tej opowieści, dlatego też postanowiłam, że ją przeczytam.


Susan Ee | Angelfall (Opowieść Penryn o końcu świata tom 1) | Wydawnictwo Filia | 316 stron


Penryn nie ma lekkiego życia odkąd odszedł jej ojciec. Nie jest też łatwo, ponieważ czasy nie sprzyjają ludziom. Anioły doszły do wniosku, że ziemia powinna przejść w ich posiadanie, a ludzie to tylko zbędny balast. Chyba że pełnią rolę służących.
Miasta zostały opuszczone w biegu. Na ulicach wciąż stoją samochody bez właścicieli. Nie ma dobrej pory na poruszanie się z miejsca na miejsce. Penryn, mimo że ma dopiero 16 lat, zajmuje się matką i młodszą siostrą. Zdobywa jedzenie, schronienie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby bardziej kierowała się rozumem, a nie współczuciem wobec drugiego. 
Nagle musi podjąć się misji ratunkowej swojej siostry z niecodziennym towarzyszem. Bóg wydaje się być nieobecny w dzisiejszych czasach, a Anioły robią co chcą...


Muszę przyznać, że bardzo przyjemnie czytało mi się tę książkę. Penryn jest w jakiś sposób typową bohaterką młodzieżowych serii - ciężka sytuacja rodzinna, odwaga, lekkomyślność, odpowiedzialność za rodzinę, trudne wybory, itd. Bardziej interesujący jest jednak motyw Aniołów, które wcale nie są tutaj stróżami prawości i bezpieczeństwa. Są za to kobieciarzami, nie stronią od luksusów i toczą ze sobą walki. Co więcej, kto wie czy w ogóle wierzą w Boga...

Angelfall to przyjemna i dość lekka lektura, która ma w sobie to coś, co wciąga w prawie każdej młodzieżówce. Lekkość języka i przystępną fabułę, które sprawiają, że lekturę się po prostu pochłania za jednym razem. Osobiście nie mogłam się oderwać i z przyjemnością sięgnę po drugi tom. 
Zaintrygowała mnie ta wizja świata, w którym ludzie w przypływie strachu porzucili swoje dorobki życiowe, uciekając przed złymi istotami, które z założenia powinny być tymi dobrymi.
Jak ludzie poradzą sobie z tym wszystkim i z całą postapokaliptyczną rzeczywistością?
Mam nadzieję, że rozwinięcie historii będzie równie wciągające.
Ogólnie polecam, szczególnie czytelnikom w wieku głównej bohaterki oraz osobom, które szukają wciągającej lektury.

7/10

piątek, 8 kwietnia 2016

Kości w proch...

              Kiedy Temperance Brennan była małą dziewczynką, a życie zmusiło jej rodzinę do przeprowadzki, poznała Evangeline. Szybko stały się najlepszymi przyjaciółkami i nawet odległość dzieląca ich przez większą część roku nie była im w stanie przeszkodzić. To miała być przyjaźń do końca życia. Tylko że pewnego dnia Evangeline zniknęła.

Po latach w ręce pani antropolog trafiają kości młodej dziewczynki. Tempe przypomina sobie stare czasy i postanawia dowiedzieć się, co stało się z jej najlepszą przyjaciółką. Czy istnieje możliwość, że to kości Evangeline trafiły na stół autopsyjny Brennan?
Powrócą wspomnienia z dzieciństwa. W poszukiwaniu informacji pomoże siostra Harry, dzięki czemu stworzą zespół do zadań specjalnych. Tylko czy naprawdę chcą znać zakończenie?



Kathy Reichs | Kości w proch (Temperance Brennan tom 10) | Wydawnictwo Red Horse | 496 stron


           Bardzo długo nie mogłam przebrnąć przez tę historię. Trudno było mi się wgryźć w opowieść. Wydaje mi się, że w swoich poprzednich książkach pani Reichs lepiej budowała napięcie. Jej historie wciągały mnie od pierwszej strony, a tym razem tak niestety nie było. Choć chciałam się dowiedzieć, co stało się z Evangeline i autorka podsuwała coraz nowsze tropy, jakoś mało było w tym sensacyjności w obliczu całej tej historii. Sprawa rozwiązuje się dość zaskakująco muszę przyznać, ale nie ma efektu WOW. Jakoś beznamiętnie przeszłam przez całą opowieść, nawet szczególnie nie dziwiąc się zakończeniu. Brak mi tu było tego dreszczyku emocji, kiedy główna bohaterka wplątuje się w naprawdę niebezpieczne sytuacje, co oczywiście później skutkuje poważnymi kłopotami i olbrzymią dawką adrenaliny (dla bohaterki i odrobinę dla czytającego). Być może pani Reichs nie chciała powielać schematu, ale szczerze mówiąc, trochę mi tego tu brakowało.
Ogólnie lektura nie była zła, ale i nie najlepsza. Już sięgnęłam po kolejny tom, który zapowiada się lepiej. Mam nadzieję, że tym razem autorka mnie nie zawiedzie.

6/10

środa, 16 marca 2016

Ściśle tajne...


Alex Kava | Ściśle tajne (Ryder Creed - tom II) | Wydawnictwo HarperCollins Polska | 336 stron

 Po raz kolejny spotykamy się z trenerem psów poszukiwawczych, Ryderem Creed'em. Tym razem zostaje wysłany na teren katastrofy naturalnej, w miejsce osunięcia się ziemi. Z pewnością pogrzebanych i zaginionych jest wielu. Creed ma jednak za zadanie odnaleźć naukowców z rządowego ośrodka badawczego, którzy prawdopodobnie byli w budynku, w momencie osunięcia terenu.Wszelkie informacje dotyczące badań i personelu są ściśle tajne, Creed'owi ciężko wydobyć cokolwiek od swojego pracodawcy. Mimo to, decyduje się na podjęcie tego zadania, jest bowiem dłużnikiem przedstawiciela rządu.
Maggie O'Dell została poproszona o pojawienie się na miejscu osuwisk jako osoba godna zaufania. Poprosił ją o to sam Benjamin Platt, więc nie mogła odmówić. Sytuacja jednak staje się coraz bardziej skomplikowana, nikt nie chce udzielić jej rzetelnych informacji, a wiele rzeczy wydaje się bardzo  podejrzanych...
Czy Maggie i Ryderowi uda się dociec prawdy?

      Muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać momentu, kiedy przeczytam tę książkę. Jeśli ktoś zna moje opinie wie, że jestem wielką fanką Alex Kavy. Teraz jednak z bólem serca muszę powiedzieć, że się zawiodłam.
Przyjemnie czytało mi się tę historię, jak zawsze w przypadku Kavy, ale moim zdaniem autorka nie wykorzystała potencjału opowieści. Miała naprawdę świetny pomysł na fabułę, w dodatku obsadziła dwoje swoich głównych bohaterów po "przeciwnych" stronach, więc wystarczyło tylko rozwinąć skrzydła. Tak się niestety nie stało, a ja beznamiętnie zamknęłam książkę po przeczytaniu ostatniej strony.
Wszystko wydarzyło się jakoś za szybko, bez dłuższego rozwinięcia wielu wątków. Nagle też miałam wiele zastrzeżeń do języka. Może nie w całości, ale zdarzały się momenty, kiedy odbierałam pewne dialogi/opisy jako dość infantylne. Nie twierdzę jednak, że to wina autorki. Może to ja się zmieniłam i już nie odbieram tego wszystkiego jak dawniej. Teraz na pewne romantyczne zachowania bohaterów miałam ochotę uderzyć się w czoło.

Podsumowując, w porównaniu do poprzednich książek autorki, ta wypada blado. Wydaje się być napisana "na szybko", bez zbędnego wdawania się w szczegóły, co niestety obniża w moich oczach ogólną ocenę. 
Nadal uwielbiam autorkę i jej bohaterów, ale czekałam na coś lepszego. 

6/10

środa, 17 lutego 2016

Prawiek i inne czasy...

Dzień dobry!
Jak Wam mija czas? Ja jakimś cudem dotrwałam do swoich tygodniowych ferii, pokonując bezlitosną sesję. To też skutkuje skończoną lekturą...
Dziś o moim pierwszym spotkaniu z panią Olgą Tokarczuk. Moją nową ulubioną autorką.


Olga Tokarczuk | Prawiek i inne czasy | Wydawnictwo Literackie | 300 stron

Prawiek to bardzo osobliwa miejscowość pod Kielcami. Osobliwa z kilku powodów. Po pierwsze jej granic strzegą Archaniołowie Rafał, Gabriel, Michał i Uriel. Jak możemy przeczytać w pierwszych słowach, leży w środku wszechświata. Każdy mieszkaniec Prawieku ma swój czas.
Choć opowieść skupia się głównie na rodzinie Niebieskich i Boskich, znajdą się momenty i dla samego Boga. 
Ta mała wioska ma w sobie coś magicznego, coś tajemniczego.  Świat realny przenika się i miesza z fantazją. Granica Prawieku wydaje się granicą wszystkiego. W niedalekich Jeszkotlach znajdziemy niezwykły obraz, w lesie spotkamy Złego Człowieka, który jednak nie przeszkadza żyć tam Kłosce. Jak w każdym miejscu na ziemi żyją tu biedni i bogatsi, ci, którym się wiedzie i nieszczęśnicy, z których życie nieustannie drwi. Czas płynie sobie tylko znanym rytmem, ale każdy ma w nim swoje miejsce. Prawieku nie omija historia, wręcz przeciwnie - odciśnie na nim swoje piętno. Ale tak, jak wszędzie i tu życie będzie toczyć się dalej...

Prawiek i inne czasy to bardzo interesująca książka. Tak inna od wszystkiego, co do tej pory czytałam, a jednocześnie tak bardzo prosta w odbiorze. Czyta się ją z lekkością, bo tak naprawdę opowiada o życiu w małej wiosce, zwykłych prostych ludziach i tym, że czas jest nieubłagany. W tym wszystkim jednak znajdzie się nutka magii. Każdy, ale to każdy fragment tej książki jest wart przeczytania. Przywiązałam się do bohaterów i wraz z nimi przeżyłam ich życia - tak zwyczajne, a przy tym tak interesujące.
Dla mnie ta książka jest idealna pod każdym względem. Trudno mi dopatrzeć się czegoś, co bym zmieniła. Zaintrygowała mnie od samego początku i było mi przykro ją kończyć. 
To lektura z tych, którą każdy powinien znać. W swej prostocie ma przekaz i prawdziwość. Dla mnie doskonała i pewnie mogłabym wychwalać ją jeszcze w wielu zdaniach, ale powiem tylko jedno. Przeczytajcie ją!
W moim czytelniczym sercu, ma już specjalne miejsce i z chęcią do niej powrócę za jakiś czas...
Chętnie też poznam inne książki pani Olgi. Mam nadzieję, że je również pokocham...

10/10 (pierwszy raz!)


piątek, 5 lutego 2016

Zmierzch...

Dzień dobry!
Sesja wciąż trwa, dlatego mam naprawdę głupie pomysły (coś w stylu: dawno nie szorowałam wszystkich podłóg szczoteczką do zębów, to jest najlepsza pora). Jak zapewne wie każdy, kto jest studentem, w czasie, kiedy powinno się przyswajać wiedzę, milion innych zajęć jest ciekawszych. 
U mnie różnie to bywa, ale wśród głupich pomysłów znalazło się odświeżenie sobie Zmierzchu.
Najpierw pokusiłam się na film, ale jego poziom jest tak żenujący, że zrezygnowałam w połowie. Postanowiłam natomiast ponownie przeczytać książkę.
Ostatni raz czytałam ją chyba w gimnazjum. Moje odczucia były wtedy zgoła różne od obecnych. 
Na koniec tego długiego wstępu dodam jeszcze, że biję się z myślami czy kupić "nową" wersje Zmierzchu, czy też sobie darować. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła...



Stephenie Meyer | Zmierzch (tom I) | Wydawnictwo Dolnośląskie | 416 stron

   Bella Swan przeprowadza się do Forks, żeby spędzić ze swoim ojcem więcej czasu i pozwolić mamie na szczęście w nowym małżeństwie. Nie jest zbyt pozytywnie nastawiona do tego miejsca, ponieważ przez większą część roku pogoda jest tu depresyjna. Deszcz i mgły są na porządku dziennym, a do tej pory dziewczyna mieszkała w słonecznym Phoenix.
Mimo niezbyt pozytywnego nastawienia do tej małej mieściny, główna bohaterka zdaje się powoli odnajdywać w nowej sytuacji. Ponadto jej zainteresowanie wzbudza rodzina Cullenów. Tajemnicze, piękne rodzeństwo. Kim są i dlaczego nie szukają kontaktu z innymi? Dlaczego Edward tak dziwnie reaguje na Belle? I wreszcie czy poznanie prawdy jest możliwe, a ponad wszystko bezpieczne?

 Muszę przyznać, że całkiem miło było wrócić do znanej mi historii. Ta opowieść to typowy "rozluźniacz". Przy pierwszym kontakcie z tą książką na pewno czuje się pewne napięcie, ale kiedy zna się już to wszystko, staje się ona przyjemną lekturą.
Co prawda nie wzbudza ona już takiego zachwytu, jak dziesięć lat temu, ale nie jest to najgorszy romans dla nastolatek, jaki znam.
Bella - główna bohaterka jest bezpłciowa. Zero charakteru, brak typowo nastoletnich zachowań, bezgraniczne uwielbienie dla Edwarda. 
Edward też nie powala osobowością, chociaż ma to swój urok. Tajemniczy, piękny, niebezpieczny, a jednocześnie opiekuńczy.

Język powieści do górnolotnych nie należy, a przy niektórych dialogach, albo opisach scen nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Bywały śmieszniejsze momenty, znalazłoby się też coś dobrego, ale w większości książka pisana jest prostym językiem. Idealnym dla nastoletnich czytelników.
Jest coś w tej książce, co doceniam. To nie tajemnica, że skierowana jest do nastoletnich czytelników, ale nie ma w niej erotycznych wątków. Mamy tutaj miłość nastolatki i wampira, ale jest ona przedstawiona w nieco niewinny sposób. 
W swoim życiu przeczytałam kilka młodzieżówek i wszędzie, na porządku dziennym staje się to, że szesnastoletnie bohaterki prędzej czy później lądują ze swoimi miłościami w łóżku. Mało tego, sceny te są naprawdę dokładnie opisane. Trochę to moim zdanie nie do końca w porządku. Zostawmy coś nastoletniej wyobraźni. Tutaj nie spotkamy się z czymś takim.

Wracając jednak do tematu, Zmierzch jest mimo wszystko miłą lekturą. Niezbyt skomplikowaną, niezbyt wyszukaną, ale nie najgorszą w swoim gatunku.
Gdybym miała córkę w wieku szesnastu lat, spokojnie poleciłabym jej tę historię. 
Starszy czytelnik może odebrać ją jako zbyt infantylną, ale nadal przyjemną.
Ja z przyjemnością do niej wróciłam. Szybko się ją czytało. Wciąż uważam ją za lepszą od filmowego odpowiednika i mimo wszystko lepszą od serii Pamiętniki Wampirów. Stephenie Meyer może i nie jest mistrzynią w swojej dziedzinie, ale wciąż lepiej jej to wychodzi niż pani L.J. Smith...

Lektura dobra na rozluźniający wieczór. 

6/10



wtorek, 12 stycznia 2016

Powód by oddychać...

Hej Kochani!
Książkę, o której dziś mowa, przeczytałam już jakiś czas temu, ale ciężko było mi sklepić na jej temat kilka poprawnych zdań. W końcu jednak postanowiłam spróbować...



Rebecca Donovan | Powód by oddychać (Oddechy, tom 1) | Wydawnictwo Feeria | 494 strony


        Emma jest inteligentną i pracowitą dziewczyną. Chyba nie ma rzeczy, w której nie byłaby dobra. Świetnie gra w piłkę nożną, koszykówkę, redaguje gazetkę szkolną i uczestniczy w wielu pozalekcyjnych zajęciach. Odlicza dni do ukończenia liceum. Nie kierują nią jednak te same pobudki, co niektórymi uczniami jej szkoły.
Dziewczyna stara się nie rzucać zbytnio w oczy, nie tylko w szkole. W domu robi wszystko, żeby nie być problemem. To jednak na niewiele się zdaje.
Jej życie to koszmar, który w dodatku musi ukrywać. Nawet jej bliska przyjaciółka Sara nie zna szczegółów domowych upokorzeń.
Wszystko stanie na głowie, kiedy w szkole pojawi się nowy chłopak - Evan. Z niezrozumiałych dla Emmy przyczyn, zaczyna się nią interesować, nie daje się łatwo zbyć. Tajemnice jednak bywają naprawdę destrukcyjne. Główna bohaterka nie chce wpuścić go do swojego świata, bo boi się konsekwencji takiego postępowania. Pociesza ją fakt, że do wyprowadzki jest już tylko...kilkaset dni.
Ku zdziwieniu głównej bohaterki, zainteresowanie Evana sprawi, że nagle więcej ludzi będzie chciało wkroczyć do jej świata. Ale tak nie może się stać. Nikt nie może poznać tajemnicy...

      Choć polubiłam Emmę ze względu na jej determinację w dążeniu do celu i chęć ochrony dzieci swojej ciotki, to zupełnie nie mogłam zrozumieć niektórych zachowań. Nie chciała wpuścić Evana do swojego świata, ale nie potrafiła zerwać z nim znajomości. Skoro tak to czy nie mogłaby choć trochę nakreślić sytuację? Czy nie mógł wiedzieć tyle, co jej najlepsza przyjaciółka? Przecież budowanie znajomości na kłamstwie lub tajemnicach nie może się dobrze skończyć... Ponadto trzymanie tego wszystkiego w sekrecie jest okropne. Nie wiem czy, gdybym była na jej miejscu, miałabym na tyle silną wolę. Myślę, że choć Emma kierowała się naprawdę szlachetnymi pobudkami w ukrywaniu faktów, to nie do końca wydaje się to słuszne. O pewnych sprawach powinno się mówić głośno.

   Całość bardzo dobrze się czyta, choć bohaterka momentami zachowuje się naprawdę dziecinnie. Z kolejnymi stronami opowieść nabiera tempa i tylko raz odłożyłam książkę zniechęcona (a przy tego typu historiach to naprawdę sukces). Końcówka była bardzo mocna i szokująca. Nie da się nie sięgnąć po następny tom. W każdym razie ja nie mogłam zakończyć i powoli zgłębiam kolejną część opowieści.

  Myślę, że książki pani Donovan nie trzeba specjalnie polecać. Sama za siebie mówi ocena na portalu lubimyczytac.pl
Ja również zachęcam do przeczytania tej opowieści. Szczególnie młodych czytelników.

7/10


środa, 6 stycznia 2016

Morze spokoju...


Katja Millay | Morze spokoju | Wydawnictwo Jaguar | 456 stron

   Nastya jest rozbita. Przeprowadza się do ciotki, żeby rozpocząć nowe życie z dala od tego przez co przeszła. Chce być kimś bez przeszłości, bez wszechogarniającego współczucia i niespełnionych marzeń. Jej życie zmienił jeden dzień, ale po nim nic już nie będzie takie, jak wcześniej.
Kiedy zauważa Josha, chłopaka traktowanego przez wszystkich dookoła jak zjawisko, tylko utwierdza się w przekonaniu, że nikt nie powinien się dowiedzieć o jej tragedii. Jednak z jakichś niezrozumiałych przyczyn, chce poznać jego nieszczęście. Może wtedy okaże się, że oboje są tak samo zniszczeni przez życie? 

Ta historia pokazuje, że najważniejszym jest nie okłamywać samego siebie. Koniecznie trzeba też dać sobie czas na żal w związku z naszymi porażkami. Nie można chować w sobie wszystkich naszych ran i każdego dnia tylko na nowo je rozdrapywać. Jeśli samemu jest się ze sobą szczerym, nie będzie to problemem także z innymi. Nastya chciała jednocześnie zachować w sobie przeszłość i w jakiś sposób ruszyć do przodu. Tragiczne wspomnienia nie dają jej pełnej swobody działania, a obecna rzeczywistość staje się złudzeniem.
Przychodzi jednak czas, że prawda musi wyjść na jaw. Tylko czy wtedy coś z dawnej osobowości pozostanie?

Morze spokoju to historia wciągająca i intrygująca. Co takiego przeżyła główna bohaterka, że stała się taką osobą? Jak to się stało, że bliżej dopuściła do siebie obcych niż własną rodzinę i czy zdobędzie się na to, żeby wreszcie przed kimś naprawdę się otworzyć?

Dla mnie to kolejna świetna książka. Choć Nastya miejscami mnie denerwuje i nie rozumiem jej postępowania, całość jest bardzo interesująca. Czytelnik, podobnie jak większość bohaterów, nie ma pojęcia, co się wydarzyło. Historię pochłania się na raz, żeby wreszcie poznać tajemnicę i rozwiązanie wszelkich zagadek. Ciekawość budzi także to czy bohaterka przerwie wreszcie ten czas tragedii i traumy, i czy wyjdzie na prostą.

Opowieść uświadamia, jak niszczy psychikę traumatyczne przeżycie, niespełnione marzenia i ciągłe rozczarowania...
Zdecydowanie polecam.

8/10

niedziela, 3 stycznia 2016

Duff. Ta brzydka i gruba...

Hej Kochani!
Witam Was po kolejnej długiej przerwie. Tak to już ostatnio u mnie jest, że na nic nie mam czasu, a do czytania nie mogłam się zebrać. Dziś jednak pełna zapału wzięłam do ręki książkę, którą od dawna chciałam przeczytać. I oto jestem.



Kody Keplinger | Duff. Ta brzydka i gruba. | Wydawnictwo HarperCollins | 336 stron

    Bianca ma siedemnaście lat i jest w ostatniej klasie liceum. Nie może się doczekać, kiedy wreszcie pójdzie na studia i wyjedzie z małego miasteczka Hamilton. Jej życie towarzyskie ogranicza się do cotygodniowego wypadu do lokalnego baru wraz ze swoimi "ładniejszymi" przyjaciółkami. W jeden z takich wieczorów szkolny casanova przysiada się do niej i żartuje z jej pozycji wśród przyjaciółek, co nieodwracalnie zmieni spojrzenie głównej bohaterki na jej osobę.
Nagle na jej głowę spadają jednak o wiele poważniejsze problemy, a Bianca będzie szukała odskoczni od własnych problemów. Zdesperowany człowiek postępuje irracjonalnie, nie myśląc o konsekwencjach. Nie oznacza to jednak, że da się ich uniknąć.

Choć historia jest przewidywalna, jak większość opowieści dla nastolatek, przyjemnie się ją czytało. To lekka lektura z odrobiną humoru.
Chciałabym jednak zwrócić uwagę na poważny temat, jaki da się wyłowić z treści tej książki.
Bianca w pełni akceptuje siebie aż do momentu, w którym ktoś zwraca jej uwagę na wygląd "odmienny" od przyjaciółek. Wtedy nagle bohaterka staje się dla siebie wyjątkowo krytyczna, a poczucie wartości ogromnie spada. Nagle zaczyna porównywać się z innymi dziewczynami, jednocześnie nie zauważając swoich atutów.
To jest bardzo realne w dzisiejszym świecie, w pogoni za idealnym ciałem, twarzą, fryzurą i uśmiechem. Być może ta książka jest w stanie uzmysłowić, jak niewiele trzeba, żeby przewrócić nastoletni świat do góry nogami.
Oczywiście w świecie Bianci dzieje się o wiele więcej trudnych sytuacji, ale tak naprawdę ta jedna uwaga na temat jej wyglądu zmotywuję ją do dalszego postępowania.
W tym przypadku można mówić o pewnych plusach całej sytuacji. Kto przeczyta/przeczytał, wie o czym mówię.
I choć mamy tutaj klasyczną młodzieżówkę, da się w niej dostrzec pewien pozytywny przekaz, co w moich oczach podnosi ogólną ocenę.

Może i pod względem językowym książka nie jest powalająca. Sama kreacja bohaterów bywa wyjątkowo zlekceważona, ale nie brak tu momentów, w których szczerze się uśmiechnęłam. Lubię książki z humorem i pewną swego rodzaju stylizację głównej bohaterki.
Myślę, że niejedna dziewczyna będzie mogła się utożsamić z Biancą. Dlatego też ta historia jest przyjemna i lekka w odbiorze. Może mówić o wielu z nas.
Jak najbardziej polecam na relaksujący wieczór...

7/10